Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mój domek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mój domek. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 lutego 2011

Wiosenne metamorfozy i...?

Witam Was Kochane!!!!
Nie sposob jest przejsc bezpardonowo do glownego tematu, pomijajac Wasze komentarze pod postem poprzednim....mysle, ze jeszcze nigdy dotad nie otrzymalam od Was tak wielu dowodow Waszego zainteresowania tym, co robie...

                              DZIEKUJE I RAZ JESZCZE DZIEKUJE WAM!!!!!!!
Nie spodziewalam sie takiego ODZEWU!!! Teraz moja narzuta zaczyna mi sie podobac - bo - szczerze mowiac nie do konca bylam przekonana....Mialam nawet na nia Kupca... Teraz jednak zatrzymam ja na lozku, dopoki.... no wlasnie: pracuje nad kolejna....:-))))) W nieco innej tonacji kolorystycznej...Jesli tylko obfoce - pokaze.

   Dzisiejszy temat to....wiosenne metamorfozy...Wiosenne, bo naprawde swieci u mnie slonce i to juz od kilku dni, przez co mam zludne wrazenie, ze na zewnatrz jest cieplo. Nic bardziej mylnego, wiecie - to taka "sciema" ze strony podstepnej zimy, ktora czepila sie nas wszystkich resztkami sil i...trzyma sie zawziecie.... Wykurzam ja na mozliwe sposoby ale, niestety nie dziala!
 Ostatnio "zmontowalam" kolejne pudelko na przydasie, puszke po ciastkach wlasciwie...
Jest w tonacji bezowo rozowej, przypudrowanej lekko;-) Te mdle kolory na ponizszych fotkach w pelni oddaja jej rzeczywista barwe....
Wyhaftowalam ja w hafcie 3D, na jedwabiu zszywanym z tzw. "resztek" - co moim zdaniem - lekko przywodzi na mysl patchwork..... Alpake staralam sie kolorystycznie dobrac do koloru glownego tkanin, ktorymi okleilam puszke:

 Tym razem podwojny "zgrzebny" sznur wykorzystalam do szydelkowego lancuszka i- okleilam dolna czesc puszki...
 Z resztek tkaniny patchworkowej w rozyczki, ktora powtarza sie i w narzucie i na puszce, uszylam koleje dwa ptaszki...Tym razem skrocilam im ogonki, bo w poprzedniej wersji troche zaburzaly ogolna proporcje... Wyhaftowalam prosciutki motyw haftem brazylijskim cieniowanymi nicmi, zatknelam je w korki, by mogly stac i...na razie jeszcze nie do konca
"gotowe" - prezentuja sie tak:

 Acha, zapomnialabym: brzegi ptaszkow pocieniowalam czekoladowa farba do tkanin, by wygladaly na nieco "przetarte czasem" ;-))))))))
 Pnizsze fotki to detale wewnetrznej strony puszki....


 Tak prezentuja sie w calosci....
Brakuje tu jeszcze jednego elementu dopelniajacego, mianowicie ....pudla o wymiarach 30cm x 40cm...dosc wiec sporego, ktore czeka na swoje wykonczenie....pokaze, gdy bedzie gotowe....
La donna e mobile.... nucac sobie w kolko ten fragmencik wloskiej opery...przyjrzalam sie krytycznie mojej sypialni i....stwierdzilam, ze czas na zmiany....narzuta byla tylko prologiem... Przyszla kolej na komode. Jak pamietacie, wykonalam ja w decu a fotke macie na bocznym pasku mojego bloga....Widzicie ja? 
To teraz rzeczony mebelek wyglada tak.........

 Komode "oskrobalam" i przemalowalam ale....nie na bialo....pomalowalam ja najpierw na szaro, pozniej polsuchym pedzlem na bezowozlocisto, nastepnie bezowokremowym i w koncu kremowym......fragmenty wokol uchwytow i brzegi szuflad pozostawilam prawie niepocieniowane....wiecie takie "schabby chic" w moim wydaniu.....
Za niedlugo przyjdzie kolej na moja szafe....siedmiodrzwiowa ;-))) Szafki nocne "juz sie przepoczwarzaja" jednak musza wyschnac, wowczas i te obfoce i pokaze:-))))

Korzystajac ze slonca "polecialam" aparatem po zakamarkach domu i uchwycilam to i owo... 




A z innych nowosci....to postanowilismy wraz z Malzem "pozytywnnie sie zmeczyc" i....ot tak - spontanicznie ruszyc do Austrii na narty....
Dojechalismy jednak do Garmishpartenkirchen i...zostalismy. Na jeden dzien....Bylismy raptem okolo 220km od Regensburga a zima tam panujaca zaskoczyla nas totalnie:

 Fotki te "poczynilam" z jadacego auta wiec z gory przepraszam Was za ich jakosc:-((
Sniezyca i -13 stopni!!!!!!!!!! SZOK!!! W Regensburgu nie bylo w tym czasie, tzn w miniony poniedzialek ani przyslowiowego grama sniegu a tu......
 Dotarlismy kolejka na szczytki, zjechalam moze ze 4 razy i...odpuscilam, co w sumie mi sie nie zdarza, bo zwykle moj Malz sciaga mnie na sile ze stoku....
Pogoda na stoku byla jeszcze gorsza, sniezyca, wiatr okrutny , widocznosc praktycznie zerowa no i nie czulam sie komfortowo, gdy nart nie widzialam podczas zjazdu, bo ukryte byly pod warstwa sniegu siegajaca do kolan!!!!
   Tak wiec rozczarowalam sie i juz.
By jednak post nie byl "opakowany" na koniec w marudzenie pesymisty - ponizsze fotki niech zaswiadcza o tym, ze jednak takie widoki warte sa pokonania nawet tych dwustu kilometrow......




Konczac moj nieco przydlugawy post - zycze Wam magiczego sobotniego wieczoru, relaksujacej niedzieli a na nadchodzacy tydzien zycze Wam Kochene calego mnostwa slonca i samych pozytywnie zaskakujacych niespodzianek:-)))))
Usciski dla Was wszystkich!!!!!

środa, 16 lutego 2011

.....wykonczylam ja i (sie ) ;-))))))))

Witam Was Kochane "wieczornie" :-)))))

    Dziekuje Wam za wszystkie przemile, cieple komentarze pod poprzednim postem, dziekuje, ze poswiecacie swoj czas i zostawiacie tak mily memu sercu slad swojej bytnosci u mnie....Naprawde, mieszkajac na obcej Ziemi zupelnie inaczej dziala ludzka zdolnosc do percepcji "slowa zapisanego" przez Rodaka......
Witam cieplutko wszystkie Nowe Czytelniczki - milo mi Was goscic:-))) Dziekuje rowniez Tym z Was, ktore jednak tu zagladacie - czytacie- ale szybciutko zmykacie ;-))) /zrymowalo mi sie;-)) /
   Dzis po raz pierwszy od....chyba tygodnia, poprzez "regensburskie mgly i chaszcze" przebilo sie niesmialo slonce....poczulam wiosne.....korzystajac z dobrego swiatla cos niecos "obcykalam" i spiesze doniesc, ze...narzuta jest wykonczona...ja tez ;-(((( moze nie tyle ja ile...moje stawy w nadgarstkach:-(
    Bol szybko minie a z efektu jestem w miare zadowolona. Pisze - " w miare" - poniewaz widze niedociagniecia..Pocieszam sie jednak, ze to moj pierwszy i to tak ogromnych rozmiarow quilt, ze....w sumie jest taki, jak chcialam, ze nawiazuje do tego, do czego chcialam no i.... jest bardzo osobisty...moj po prostu... Wiec na razie nie przejmuje sie jego niedoskonalosciami...wiem, ze zaczne, gdy tylko uszyje maly "quiltcik" zamiast koca do salonu. I jesli ten bedzie doskonaly - wowczas - o ile siebie znam - uwazniej i o wiele surowiej przyjrze sie prototypowi;-))))
Ale dosc marudzenia....tadaaaam! :
Ponizej "dohaftowane", niepublikowane brakujace fragmenty narzuty....
 .....motyw z sercem nawiazujacy do podstaw haftu brazylijskiego - tak na 25% ;-)))
 Ponizej haft tradycyjny polaczony z aplikacja - 100% "hand made" :-)))

 Tyle "w temacie" narzuty ....
                        
                                                  ...................................

Zaczelam zaklinac wiosne, dosc mam, naprawde dosc mam zimna, szarosci, mgly, mzawki, przymrozkow....DOSC MAM ZIMY W OCHYDNOSZAREJ KREACJI!!!!
 A poniewaz jednymi z najwazniejszych zwiastunow wiosny sa.....ptaszki, zatem....poczatek kolekcji....na razie zawieszka do sypialni, wykonana technika patchworkowa, plus serce, specjalnie "skoslawione" /ostatnio tylko takie plodze;-) /
W kazdym razie ptaszek -zwiastun siedzi na prawdziwych galazkach /mam nadzieje, ze fotki ten drobny detal uwzgledniaja;-))/


 Nadgarstki - jak wczesniej wspomnialam - bola jak licho ale.....palce juz nie:-)))))
wzielam sie zatem za...kolejna puszke, tym razem w rozm." L " - jej srednica to ok 30cm, wysokosc 12cm....nieco wieksza puszka "po ciastkach" po prostu....
Wykonam ja w hafcie 3D w tonacji baaaaardzo pudrowej z dominacja odcienia, ktory wystepuje na motywie roz w tkaninie, ktora "otapicerowalam" puszke...wyladuje prawdopodobnie w sypialni na komodzie jako "zbiorcza pucha" na bizuterie wiekszych gabarytow lub...spinek, klamer do wlosow, ktore chyba mi sie ostatnio zaczely mnozyc jak kroliki;-)))))
 ..."rzut na puszke (polaczylam paski i tkanine w drobne rozyczki) i czesciowo wykonany haft....Kolory w realu takie, jak na fotce ( o dziwo sa takie same - u mnie to rzadkosc;-))))
 W odniesieniu do... krolikow..... "Wykrzyzykowalam" na razie dwa, kolejne sa juz "w drodze"... Zamierzam "porozrzucac" je po mieszkaniu przed Wielkanoca;-)))))
 Ponizszy fragment dzisiejszego wpisu jest odpowiedzia na pytania w mailach "grudniowo-styczniowych" , ktore otrzymalam od Babeczek zainteresowanych...jedwabiem... Wiem, ze moze byc troche  nudno ale...wole odpisac tu, niz pisac np. 8 maili w identycznym prawie brzmieniu....Moze - poza tym - Kogos jednak ten temat zainteresuje.....

  Pisze bloga od roku...Te z Was, ktore od poczatku "mnie" czytaja - wiedza, ze ten rodzaj tkaniny jest moim ulubionym...Nie ma dla mnie istotnego znaczenia, ze sie gniecie, ze sie "nie pierze na mokro" (u mnie "sie pierze", pod warunkiem, ze jego przeznaczeniem bedzie ciuch - nie.....zaslona). WIEM,ZE JEST NIEPRAKTYCZNY. Szpilki od Jimmy Choo, Pana Laboutin`a - rowniez - a jednak podobno ok 30% populacji Kobiet na swiecie ma ich choc jedna pare. Ja nie mam. Kocham Pana G.A.
....Ale do rzeczy...Znaczenie i to priorytetowe ma dla mnie fakt, ze zadna inna tkanina tak pieknie nie "ozywa" w oknie- pieszczona niesmialo promieniami slonca- lub...figurze jak...jedwab..Zadna inna tkanina nie potrafi tak pieknie chwytac swiatla - zarowno naturalnego jak i sztucznego.... I choc naturalne swiatlo, czyli SLONCE - jest dla niej zabojcze - pieknie z nim wspoldziala, pozwala, by jego promienie pieknie tanczyly po jej supelkowej, perlowej "strukturze". Lubie obserwowac ten romans slonca z jedwabiem.... Kocham szelest tej tkaniny...
Ale do rzeczy....konkretnie mialo byc a nie romantycznie....
 Jedna z Was napisala, ze chcialaby sprawic sobie zaslony z jedwabiu ale podobno slonce moze zniszczyc tkanine. Prawda w swym zalozeniu - nieprawda w praktyce...
Moje zaslony w salonie sa z  haftowanego jedwabiu (nie haftowalam ich sama - to bylaby juz perwersja ocierajaca sie o gleboko zakorzeniona juz chorobe psychiczna), ktory kupilam w Polsce w pewnym raju tkaninowym pod Warszawa:-)))))) Mam je piaty rok, piec razy byly czyszczone chemicznie (srednio raz na rok wypada moim zdaniem- ale odkurzamy, wietrzymy, trzepiemy- znacznie czesciej ;-)))) ) -i maja sie doskonale.
 Nie wiedzialam, jak profesjonalnie zabezpieczyc je przed szkodliwym dzialaniem slonca...kombinowalam, kombinowalam az w koncu wpadlam na patent (ktory jak sie okazalo - DZIALA!!!!)
 - Otoz cale zaslony podszylam podszewka poliestrowo-acetatowa- (koniecznie taka, poniewaz jest wyjatkowo gesto tkana, slonce a wlasciwie jego promienie nie padaja bezposrednio na delikatna powierzchnie tkaniny jedwabnej) -natomiast miedzy tkanine a podszewke wszylam....gabkopianke grubosci ok.4mm (sa do kupienia w Polsce w sklepach z tkaninami, podszewkami - cena bodajze ok 5zl za metr, przy 1,40 m szerokosci, czyli standart). Zaslony mam wiec "podbite" i doskonale zabezpieczone przed bezposrednim naslonecznieniem.


   W ten sposob chronione posluza na lata, poza tym - przy szer. 1,2m (przewaznie w przypadku jedwabiu to standart, choc trafiaja sie zarowno wezsze brety jak i szersze)- podbicie gabka i podszewka "dodaja" tkaninie szerokosci i pozwalaja na miekkie ukladanie sie w faldy....
To byla moja odpowiedz dotyczaca pytania Pani z Wielkopolski:-)


 Odnosnie kolejnych pytan, dotyczacych "rzeczonego" rodzaju tkaniny.... Oficjalnie jedwabiu nie pierzemy. Oficjalnie. Nieoficjalnie pierzemy, tzn ja piore. "proceder" ten jednak odnosi sie tylko i wylacznie do tkanin - nie gotowych "wyrobow"...
Kupuje zawsze o 4cm wiecej, niz potrzebuje....Piore go w szamponie, po praniu zmieknie ale za to problem prania chemicznego ubran (ktory nawiasem mowiac - nie wiem czemu - uwazam za malohigieniczny), ktore szylam z jedwabiu mam z glowy. Z zaslonami nie moglam tak postapic, bo zalezalo mi, by pozostaly sztywne...
  Jedwab ma tez jeszcze jedna zalete - osobiscie bardzo ja sobie cenie....Otoz latem - podobnie jak len- ma tzw. "chlodny dotyk" . Zima- rzecz jasna - nic przyjemnego ale latem....w upaly....niebo;-))))
 Swego czasu byl w IKEI szantung jedwabny (tu, w Niemczech kosztowal 10€ a z karta "IKEA FAMILY" 5€ wiec....w porownaniu do cen w sklepach...TANIO , bardzo tanio jak na jedwab). Farbowalam go i postarzalam we wszelkich znanych mi wariantach i...100% tej tkaniny spozytkowalam na....hafty;-)))))))
  Wybaczcie, przynudzam, zamykam wiec ten temat majac jednoczesnie nadzieje, ze Zainteresowanym udzielilam w miare wyczerpujacych odpowiedzi....
Jesli moge jeszcze w czyms pomoc , piszcie:-)
A jesli pytania beda sie powtarzac - odpowiedzi znajdziecie tutaj.....
Zblizajac sie powoli  ku koncowi...

- Pozdrawiam Was wszystkie Kochane Dziewczyny baaaaaardzo serdecznie , sciskam i moc pozytywnych mysli sle, by reszta uciekajacego (u mnie wraz z wiatrem) - tygodnia uplynela Wam tworczo, mile, radosnie i cudownie zaskakujaco:-)))) Niech mile niespodzianki w najblizszym czasie nie omina zadnej z Was!!!





niedziela, 16 stycznia 2011

Pseudowiosenny misz-masz;-)))

Witam Was slonecznie:-)))))
Tak, tak, swieci slonce!!!!! Nareszcie!!! Jest 9 stopni na plusie i slonce zaglada przez wszystkie okna, stad moja euforia. Ja wiem, ze jest to uczucie z gruntu zludne, jesli wziac pod uwage miesiac styczen, do nadejscia prawdziwej wiosny jest jeszcze daleko ale mimo to cieszy mnie kazdy promien slonca, ktory  energetyzuje tak pozytywnie, ze..... no wlasnie...przywolujemy wiosne na wszelkie mozliwe sposoby.....
  Ale zanim dotre do sedna przewrotnego w swej tresci tematu posta - bardzo ale to bardzo Wam dziekuje Kochane za naprawde moc przemilych i zyczliwych komentarzy pod poprzednim moim wpisem... Dziekuje, ze Was inspiruje, ze wedlug Was mam jeszcze od czasu do czasu cos ciekawego do powiedzenia - pokazania...Dziekuje w imieniu swoim i Ludzika (ktory nawiasem mowiac po wypadku z paluszkami "przechorowal" mi w sensie doslownym slynna "trzydniowke" - mial prawie 39,6 st. goraczki - jest juz z Nim teraz lepiej:-))), ktory lubi "pisac" razem ze mna;-) polega ta Jego "pomoc" na tym, ze wciska mozliwie wiekszosc klawiszy znajdujacych sie w Jego zasiegu:-))))))))) Zreszta nie bede zbytnio wglebiac sie w szczegoly bo Te z Was, ktore maja takie Maluszki w wieku mojego Ludzika doskonale wiedza, jaka "pomoc" mam na mysli ;-)))


   W pseudowiosennej "zadumie" popelnilam kolejne zawieszki do sypialni, poprzednie zapakowalam do pudelka, przelozylam je pergaminem i....poleza sobie lub wypuszcze w dobre rece:-)

A tymczasem....zawieszki w ksztalcie moim ulubionym;-)


Haft bulionowy, wykonany...jedwabiem na jedwabiu, nitkami wiadomo;-) "samosiebiepofarbowanymi":-)))))))))))))))))))))))) -Ja wiem, ze slowotworstwo wszelkiej masci, niektorych powala na kolana z rozpaczy ale czasem lubie sie takim pseudozwrotami "pobawic" - czasem smiesza mnie....a czasem wlasnie...nie. Tkaninka oczywiscie z angielskiej kolekcji patchworkowej - calkiem niezle wpisuje sie w calosc..
Musze powiedziec, ze np. tkanina, na ktorej mamy zamiar cos wyhaftowac calkiem niezle prezentuje sie z inna i wtedy dopasowuje nici wlasnie do tonacji z ktora ma  byc laczony - w tym przypadku - jedwabny shantung:


Ponizsze swieczniki - w doslownym sensie - kupilam w...realu, przeceniono je z 10€ na 4,99€ - no to je wzielam;-) Tyle tylko, ze wczesniej byly.....koszmarnie "zlote", nie zrobilam nawet fotek, chociaz teraz zaluje, przynajmniej byloby widac, ze metamorfoza, jaka przeszly byla...powiedzmy....z n a c z n a :-))


 Na pewno wiekszosc z Was jest doskonale zorientowana w tym, ze ja nie biele  swoich domowo-dekoracyjnych "gadzetow" - ja je "kremuje"....
Nic nie poradze na to, ze uwielbiam krem.... Kojarzy mi sie ze sterana minionym czasem biela -ja tak naprawde nawet porcelane mam w 95% domowych zbiorow - kremowa.... Ja Krem, czy inaczej - "stara biel" lepiej koresponduje z pozostalymi elementami wystroju;-) Co oczywiscie nie oznacza, ze nie zachwycam sie bialymi wnetrzami - przeciwnie- bardzo ale to bardzo mi sie podaja a jednak gdy musze cos niecos przemalowac - zawsze "wychodzi" krem;-)
"Na przywolanie wiosny" zamieszczam ponizszy obrazek, darze go sentymentem, poniewaz byl pierwszym  wyszytym  technika "bulionowki", gdy dopiero stawialam niemal "niemowlece kroki" w tej dziedzinie haftu....Wiem, ze ma sporo niedociagniec - tym lepiej, nie pozostawia watpliwosci, ze wykonano go recznie:-)

I.....przywolywanie wiosny niczym by bylo, gdyby nie otarlo sie przy okazji o spraweczki typowo przyziemne....mianowicie babskie "nieodzowniki";-)))))
Ze jestem buciara- to juz dawno zdiagnozowalam...nie pokazalam ani nie napisalam (zapomnialam) o szmacianych zakupach podczas wakacji na poludniu Europy...Lubie tam kupowac a to z dwoch powodow:
- po pierwsze - CENY-np. torba z bajecznie miekkiej naturalnej skory nappa z - powiedzmy - dosc dobrej marki - przeceniona z 1000€ na 115€ , szkoda nie wziac (w Polsce - z przykroscia musze stwierdzic - skorzane torby sa drozsze, niestety)
-po drugie: STYLISTYKA....sama bawie sie w szycie ciuchow od...bardzo dawna i  na plaszczyznie prywatnej i zawodowej, wiec na ciuchy patrze dosc....specyficznie: po pierwsze surowiec, po drugie: JAKOSC wykonczenia,po trzecie dopiero: marka, projektant itd. W Polsce np. uwielbiam Simple....maja designerskie rzeczy choc... w cenach, za jakie mozna spokojnie ubrac sie u Armaniego;-) Ale jakosciowo obie marki sa porownywalne, wierzcie mi. Poza tym i w Simple sa przeceny, tyle, ze ciezko mi czasowo sie "wstrzelic" - z przyczyn zrozumialach....Ale dosc o tym...wynudzilam Was, wybaczcie...o szmatach moglabym bez konca....
kiedys pokaze - obiecuje.... a tymczasem moje prywatne "must have" na wiosne - ktora mam nadzieje - zjawi sie niebawem:-))))

 Bez kocham, kochalam i kochac nie przestane, choc wiem, ze sa "niebezpieczne" odcienie, ktore nie wpasuja sie w absolutnie zaden typ urody...Wybieram zawsze "bezpieczne"....tak przynajmniej odczuwam;-)

Wiem, ze skacze z tematu w temat ale...Na dowod, ze brzydko nie lgam, naprawde dzis robiona fotka w oranzerii:-) Slonce jest???
Jest!!!! Wiosna jest?!!! Hmmm...No przyjdzie a "TO" jej telegram z zapowiedzia:-)))
    Teraz... zgodnie z obietnica... odnosnie pytan "technicznych w mailach:
Sciane w sypialni mam ta technika zrobiona tylko jedna, pozostale sciany sa gladkie i bez "wzorkow". Te z Was, ktore od poczatkow sledzily moje zmagania z ta sciana, wiedza, ze jest efektem nieprzemyslanych decyzji spowodowanych wypitymi - przez mnie a jakze - dwoma kieliszkami wina czerwonego i szokiem, jaki przezylam dnia nastepnego!
Sciane - aby "przykryc" to co nawywijalam poprzednio - pokrylam gipsem, zaprawa gipsowa, ktora nakladalam reka i reka wygladzalam, bez szpachli tudziez innych "ustrojstw". Musialam to robic bardzo szybko, zaprawa bowiem blyskawicznie gestnieje.
Po wyschnieciu nalozylam farbe lateksowa matowa , w kilku niuansach kolorystycznych (troche tak, jak postepuje z moimi nitkami;-)))))
Troche, chlodnego bezu, odrobinka waniliowego do tego gdzieniegdzie szarosc, troszke cappuccino.... reliefy wykonalam farba akrylowa (bardzo gesta), ktora wtloczylam do tuby z dlugim, cienkim dziubkiem, rysujac reliefy. Gdy byly suche i bardzo twarde - wcieram kolejne warstwy farb....na koniec spatynowalam....i 

gotowe....
Z kolei wezglowie wykonalam sama, z przycietej bardzo grubej, ok. 2cm sklejki, ktora pokrylam gabka pianka a nastepnie tkanina bardzo jasnokremowa z motywem pisma lacinskiego - zaslony zreszta sa z tej samej tkaniny...Dekor przytwierdzilam na koncu...
 Sam dekor natomiast....byl elementem wykonczeniowym pewnej komody, ktora "wyfrunela" z naszego "magazynku", natomiast co do rzeczonego dekoru mialam z gory juz  przeznaczona funkcje..... Troche go "przetunningowalam",  by wygladal w "schabby" stylu;-)
Mam nadzieje, ze zabrzmialo wyczerpujaco:-) Na kolejne pytania odpowiadac bede w kolejnych wpisach:-)
Pomalutku zmykam do....pieczenia:-) Tak, mam ochote na mufinki z rodzynkami - moim zdaniem - idealne do prawdziwego cappuccino z pianka i posypka cynamonowo-czekoladowa....
Pozdrawiam Was serdecznie i cieplutko i zycze Wam bardzo bardzo udanego tygodnia, pelnego milych chwil, niespodzianek i inspiracji, zycze Wam duzo sloneczka na nadchodzacy tydzien:-))
Usciski:-)