Mija wlasnie rok odkad zaznaczam swoja obecnosc w tej wirtualnej przestrzeni piszac i pokazujac "wszystko, co kocham" - ... Wiem, ze ocieram sie o infantylizm poslugujac sie slowem o wyjatkowym brzmieniu- "kocham" - w odniesieniu do hobby i pozostalych zainteresowan...jest to jednakze inny rodzaj milosci, zupelnie rozny od milosci matki do dziecka, milosci czystej, bezwarunkowej, milosci niezniszczalnej i- moim zdaniem - najwiekszej, jakiej kobieta doswiadcza w swoim zyciu... Milosc do mezczyzny, drugiego czlowieka to z kolei jeszcze inny rodzaj uczucia, ktore czesto filtrowane jest przez wydarzenia, sytuacje i...emocje.
Staralam sie bardzo by blog ten byl prawdziwy, by byl rzeczywiscie o pasjach, przeplatanych z codziennoscia, ze szczypta refleksji i...zwyczajnego zatrzymania. Na moment. Na krotka chwile.... By byl o mnie, nie "wyczarowanej" na potrzeby wirtualne - ale tej mozliwie najbardziej rzeczywistej....Nie wiem, czy dotychczas mi sie to udalo ale mam nadzieje, ze jednak tak...
Pisalam dotykajac - poza hobby - trudnej a czasem nieakceptowanej tematyki, jakiej dotyczyl np. post poswiecony tarotowi. To tez moje hobby, nie wypre sie go ( po co?by uniknac krytyki????) -absolutnie nie rzutuje na moje poglady religijne, moze zmienia moje widzenie ludzi - na nieporownywalnie bardziej pozytywne, byc moze ulepsza mnie sama od wewnatrz....moze nauczyl pogodzenia sie z sytuacjami, na ktore i tak nie mam wplywu a ktorych nie potrafie zaakceptowac. Czy "ukradl" mi energie?????? Tak, te negatywna- z cala pewnoscia a....oddal przekuta na pozytyw....To tylko i az hobby...dotyka bowiem nauk (tak, nauk!) z dziedziny psychologii, matematyki (Pitagoras -jest ojcem numerologii, bez ktorej tarot bylby bardzo zubozony), astronomii... Kiedys balam sie tarota.....slyszalam opinie , na wspomnienie ktorych usmiecham sie teraz sama do siebie...postanowilam zmierzyc sie z tym strachem...po prostu go poznac....Teraz juz WIEM. I nie boje sie. Ale wynioslam z mojej przygody z tarotem nauke dosc istotna : jesli czegos sie boisz lub nie rozumiesz - poznaj TO!!! Poznaj swoj strach i pokonaj ograniczenia:-))))
Inny temat, ktory poruszalam - byc moze do znudzenia - za co z glebi serca bardzo przepraszam - to byl temat patriotyzmu.... Wychowalam sie w tzw. "starej szkole", w czasach, gdy jeszcze w Polsce resztkami sil wprawdzie - ale jednak - trzymal sie komunizm...Bylismy wtedy jeszcze mlodzi ale na tyle dojrzali, by zatesknic za wolnoscia...polozyc kres rezimowi..Krzyczelismy za Mickiewiczem "...razem, mlodzi przyjaciele..." , za Norwidem ..."bo kochac znaczy tworzyc...piekno ksztaltem jest milosci".... Mialam ten zaszczyt (doceniam to teraz), ze spotykalam na swej "edukacyjnej drodze zycia" wspanialych Nauczycieli (o Nich bede zawsze juz pisac wielka litera)....ktorzy mieli ogromny wplyw na moja swiadomosc przynaleznosci narodowej...Mieli wplyw na to JAK i CO czuje przebywajac na stale poza moim Krajem...
Polonistke darze ogromna sympatia, wiele Jej zawdzieczam, dziekuje za cierpliwosc, gdy musiala czytac moje trzydziestokilkustonicowe wypracowania....Dziekuje Jej za Mickiewicza, ktorego "podac" mlodziezy potrafila tylko Ona...Dziekuje Jej za literature francuska, ktora tkwi w moim sercu do dzis....Dziekuje wreszcie i za to, ze z taka zacietoscia tepila wszystkich, ktorzy nie czytali lektur, ze tepila wszelkiej masci "opracowania" i "kombinatorow"...Niestety, do matury z nami nie dotrwala....
Dziekuje takze Pani od matematyki, u ktorej piec lat ogolniaka przesiedzialam wsluchujac sie z lekiem w bicie wlasnego serca, czy aby zbyt mocno nie pracuje- bo a nuz wyrwie mnie do tablicy...a wtedy...uslysze, ze nadaje sie tylko do szybkiego zamazpojscia i rodzenia kolejnych dzieci.....Dziekuje Pani za to, ze dzieki tym slowom, ktore tak czesto od Pani slyszalam na lekcjach matematyki - ja, humanistka z krwi i kosci o jakichstam moze uzdolnieniach pozostalych - skonczylam kierunek scisly i....wreszcie zrozumialam matematyke:-), ze za maz wyszlam dosc pozno ale za to za TEGO Wlasciwego i mam tylko i az jedno dziecko, ktore jest swiatlem dla moich oczu a Jego usmiech opromienia mi kazdy dzien....zapowiada "codzienna niezwyklosc"....- I...ze "nadaje sie" jednak do innych "rzeczy" poza rodzeniem dzieci. Raz jeszcze dziekuje. Szczerze i bez sarkazmu.
Historie pokochalam dzieki wspanialemu Panu....ktory w zawoalowany sposob (wowczas nie mogl inaczej, mial rodzine) mowil o innej Polsce.... Pan od Angielskiego....dziekuje Panu za to, ze pomimo kilkunastoletniej przerwy moge nadal ogladac filmy anglojezyczne bez polskiego lektora...i rozumiec z nich choc troche ;-)))
Pani od jez. rosyjskiego zawsze usmiechnieta, pokazala prawdziwe piekno rosyjskiego ale tego sprzed 1918 roku....pokazala jezyk Tolstoja, Puszkina - dziekuje...
Pozniej byla prywatna szkola pod patronatem pewnej uczelni amerykanskiej, gdzie pokazano mi inne "oblicze" znienawidzonej matematyki, udowodniono, ze ekonomia moze fascynowac (w pewnych scisle okreslonych przypadkach :PPP - przypis redakcji) a rynki finansowe to nie tylko bezduszne cyfry i spekulacje....ze adrenalina towarzyszaca ryzykownym operacjom gieldowym moze - choc nie musi- byc motywatorem w pozytywnym ujeciu tego slowa...ze tzw. "kobieca" intuicja jest jaknajbardziej pozadana takze....w biznesie..i negocjacjach - musi isc w parze z wiedza....
Kolejna uczelnia - juz ostatnia - i spotykam na pierwszym wykladzie z angielskiego...mojego Nauczyciela z ogolniaka....Poznal mnie...Usmiechnal sie, choc minelo 13 lat....Inni Profesorowie niezmiennie fascynowali mnie charyzma i...wiedza oraz sposobem jej przekazywania....To sa wlasnie moje "stare szkoly", ktore uksztaltowaly mnie i nadaly....SWIADOMOSC. Bez niej kazdy Polak - niewazne TU, czy TAM w Polsce - traci tozsamosc......
Jesli Ktoras z Was Kochane dotarla jakims cudem do tego punktu i zadaje sobie pytanie, skad te sentymenty i ogolne nudzenie.... juz wyjasniam...
Pisze o tesknocie za Polska - bo ja kocham - bo znam JEJ PRZESZLOSC i HISTORIE, te tworzona przez Jednostki i Narod...Bo historii szukalam w literaturze a literatury w historii.. Bo snie po polsku, mysle po polsku, bo wierze w potencjal mojego Kraju, bo Polska staje sie coraz blizsza mojemu Mezowi, ktory Polakiem przeciez nie jest...
Poza tym - teraz mnie olsnilo ;-))))) :mam przedziwna zdolnosc odbiegania od tematu, graniczaca z rodzajem natrectwa;-))))) - Zawsze gonie mysli, chwytam i...zapisuje a gdy zdarza mi sie - rzadko ale jednak:-)) - przeczytac, co napisalam - widze: CHAOS. Wybaczcie, prosze, widocznie nie potrafie inaczej. Dlatego zachwycaja mnie blogi pisane (kiedys sie mowilo: lekkim piorem) - "plynna klawiatura" przez Osoby, ktorym powierzylabym pisanie pieknych, poruszajacych felietonow...ja tak nie potrafie. Koniec.Kropka.
Bylabym nieszczera, gdybym - po roku "bloggowania";-))) - nie napisala o...WAS...
Sa to formalnie znajomosci wirtualne, nieformalnie - bardzo wazne dla mnie kontakty i jedyne w swoim rodzaju, bo dzieki Wam czuje choc troche i choc czasami, ze jestem w Polsce....nadal....
Dzieki Waszym komentarzom, pelnym ciepla i zyczliwosci -dalsze pisanie bloga ma sens.
Cieszy mnie to, ze moge Was inspirowac, moze czasem nawet rozsmieszyc:-) Cieszy mnie, ze z wieloma z Was utrzymuje kontakty mailowe - sa cenne! Dziekuje Wam z calego serca za to, jak wiele mi dajecie! To nie jest lukier na przyslowiowe paczki (do tlustego czwartku jeszcze troche czasu;-))) ) Po prostu tak to widze i tak czuje.
Z okazji "rocznych urodzin" mojego bloga pragnac raz jeszcze wyrazic moja wdziecznosc za to, ze do mnie zagladacie, pozostawiacie komentarze i podczytujecie:-))))
OGLASZAM CANDY!!!!!!!!!!!!!!!
Trwac beda poczawszy od dzis do 20 marca. Wylosuje 3 Osoby wsrod Tych, ktore pozostawia komentarz pod dzisiejszym postem.
Zasady sa powszechnie znane:
-wpisujemy komentarz, zamieszczamy link na swojej stronie w bocznym pasku o moim candy
- Osoby nie posiadajace bloga - MILE WIDZIANE :-) jak zawsze zreszta:-))))
Osoba wylosowana jako pierwsza otrzyma moje podziekowanie w postaci:
Dwie pozostale Osoby otrzymaja niespodzianki - ale zapewniam: nie gorsze od wyzej przedstawionej!!!!!
Teraz szczegolnie podziekowac chcialabym dla Magdaleny , Elwiry-k oraz Tuome
za wyroznienia jakimi mnie obdarowaly:-):
Bardzo Wam dziekuje, ze doceniacie to co ja tutaj "wyprawiam", mam jednak zawsze problem, Komu je podarowac.... Naleza sie Wszystkim, ktore zdazylam zapisac na mojej liscie blogow.. Mam nadzieje, ze w ten sposob nikogo nie uraze......
Koncze ten....cokolwiek rozlazly post i przepraszam znow za wynurzenia....
Sciskam Was wszystkie przesylam mnostwo slonca, ktore wlasnie wdziera sie do mieszkania a...ja zmykam do przyslowiowych "garow" i...sciery (porzadki robie zwykle w piatki :PPPP )
MAGICZNEGO WEEKENDU WAM WSZYSTKIM, BABECZKI!!!!!!!:-)))))))
All about timeless, beautiful quilts and embroidery skills, designs, interiors and patterns :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rocznice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rocznice. Pokaż wszystkie posty
piątek, 4 lutego 2011
czwartek, 6 stycznia 2011
Powrot do “normalnosci“....
Witam i sciskam Was wszystkie serdecznie w Nowym 2011 Roku!!!!!!!!!! mam mnostwo zaleglosci i jesli chodzi o poczte ( nie otwierajac jej przez okres 3 tygodni, znalazlam tam....1124 nieprzeczytanych wiadomosci!!!!) i Wasze blogi, na ktorych roi sie od nowych interesujacych wpisow i fascynujacych fotek - musze koniecznie nadrobic zaleglosci.... i wrocic do tzw. “pionu“.
No wlasnie....z owym “pionem“ roznie bywa....Jak zawsze jestem przeszczesliwa, gdy pakuje nas wszystkich do wyjazdu - natomiast powrot w moim przypadku jest nieodmiennie koszmarna trauma... Ci, ktorzy wiedza co mna tak naprawde“targa“ - twierdza, ze za krotko przebywam poza granicami Kraju, z czym zgodzic sie nie do konca moge, poniewaz uwazam, ze jest to kwestia uswiadomionej dawno juz temu- tozsamosci narodowej.....I niestety, zawsze juz bedzie tak, ze powroty do mojego nowego “domu“ okupione beda i depresja i wiadrem lez.....
Nie chce jednak by moj pierwszy, noworoczny wpis “brzmial“ negatywnie i dolujaco, bo przeciez w Polsce bylo cudownie!!!!
Pogoda prawdziwie swiateczna przywodzila na mysl swiateczne klimaty rodem te z basni H.Ch. Andersena...Prawdziwa magie po prostu...Sypalo za oknem niemilosiernie a ja cieszylam sie jak przyslowiowa wariatka na sama mysl spedzenia najpiekniejszych - moim zdaniem - Swiat Bozego Narodzenia w gronie rodzinnym: z mezem rodzicami...z siostra i Jej rodzinka :-)))) Cos cudownego w swej pozornej prostocie.... Wstyd sie przyznac ale...o dziwo prawie trzytygodniowy brak dostepu do internetu "nie bolal" tak bardzo...
Znow serce mi roslo, ze moj kochany Bialystok rozwija sie w tak zadziwiajaco szybkim tempie: pojawily sie nowe ulice, biurowce, nowe domy..... CUDNIE!!!!!
Nie przeszkadzalo i to, ze ulice, nawet te glowne sparalizowaly opady sniegu a przemieszczanie sie po nich autem obliczane bylo na godziny, cha cha!! Cudnie! Tym bardziej, ze NIC ale to absolutnie NIC nas nie gonilo:-) Pelna euforia w najczystszej postaci:-))
A w domu rodzinnym...wspolne ostatnie przygotowania, nakrywanie stolu....na ten jedyny w roku wyjatkowy WIECZOR..... Magia.......
Mamie mojej kochanej popelnilam to....
Pudelko, dosc spore na Jej robotki szydelkowe..... wyszylam haftem 3D i okleilam technika cartonnage...
I......szok....tym razem moj prywatny szok..... Swiety Mikolaj przyniosl mi...MacBook`a.. prezent calkowicie niespodziewany, tym bardziej, ze ow Mikolaj (czytaj: moj Maz, pierwszy i ostatni:-)) ) uraczyl mnie slicznym puchowym plaszczem, ktory w Bialymstoku otulonym zima okazal sie niezastapiony.... Dziekuje raz jeszcze Kochanie:-) . Post ten oczywiscie pisze na nowym sprzecie...idzie cokolwiek mozolnie, zwlaszcza obrobka fotek....- przypis redakcji:-))))
A tu...z moja jedna z oddanych Przyjaciolek, Takich, co to i na dobre i na zle sa zawsze blisko....Te 40 roz ( z okazji urodzin moich okraglych - nietrudno domyslic sie KTORYCH) - to oczywiscie od Niej ...Dziekuje Basiu:-)
Usmiech radosci u mojej Siostrzyczki jedynej kochanej:-) Powod? Oczywisty:-) Obie kochamy to samo;-)))))
No wlasnie....z owym “pionem“ roznie bywa....Jak zawsze jestem przeszczesliwa, gdy pakuje nas wszystkich do wyjazdu - natomiast powrot w moim przypadku jest nieodmiennie koszmarna trauma... Ci, ktorzy wiedza co mna tak naprawde“targa“ - twierdza, ze za krotko przebywam poza granicami Kraju, z czym zgodzic sie nie do konca moge, poniewaz uwazam, ze jest to kwestia uswiadomionej dawno juz temu- tozsamosci narodowej.....I niestety, zawsze juz bedzie tak, ze powroty do mojego nowego “domu“ okupione beda i depresja i wiadrem lez.....
Nie chce jednak by moj pierwszy, noworoczny wpis “brzmial“ negatywnie i dolujaco, bo przeciez w Polsce bylo cudownie!!!!
Pogoda prawdziwie swiateczna przywodzila na mysl swiateczne klimaty rodem te z basni H.Ch. Andersena...Prawdziwa magie po prostu...Sypalo za oknem niemilosiernie a ja cieszylam sie jak przyslowiowa wariatka na sama mysl spedzenia najpiekniejszych - moim zdaniem - Swiat Bozego Narodzenia w gronie rodzinnym: z mezem rodzicami...z siostra i Jej rodzinka :-)))) Cos cudownego w swej pozornej prostocie.... Wstyd sie przyznac ale...o dziwo prawie trzytygodniowy brak dostepu do internetu "nie bolal" tak bardzo...
Znow serce mi roslo, ze moj kochany Bialystok rozwija sie w tak zadziwiajaco szybkim tempie: pojawily sie nowe ulice, biurowce, nowe domy..... CUDNIE!!!!!
Nie przeszkadzalo i to, ze ulice, nawet te glowne sparalizowaly opady sniegu a przemieszczanie sie po nich autem obliczane bylo na godziny, cha cha!! Cudnie! Tym bardziej, ze NIC ale to absolutnie NIC nas nie gonilo:-) Pelna euforia w najczystszej postaci:-))
A w domu rodzinnym...wspolne ostatnie przygotowania, nakrywanie stolu....na ten jedyny w roku wyjatkowy WIECZOR..... Magia.......
Mamie mojej kochanej popelnilam to....
...wewnatrz wykonczylam bawelniana tkanina patchworkowa...
Do pudelka dolaczylam....szal, z angory (spod) i jedwabiu w roznej postaci (wierzch): koronki, satyny, shantung, krepy i szyfonu...udrapowalam oraz srednio nagrzanym zelazkiem "sprasowalam" .Inspiracja byl prawie identyczny szal autorstwa Ralpha Lauren`a..."Podrobilam" go w 95% ....Mam nadzieje, ze piszac te slowa nie narazam sie na prawne konsekwencje mojego "czynu" ;-)))
Male zblizenie na detale.....
A ponizsze fotki to "swiateczny kalejdoskop" :-)) Moja starsza siostrzenica jest rowna ze mna;-) a jeszcze niedawno stawiala swoje pierwsze kroczki.....tempus fugit - jak Starozytni mawiali;-)
"Fragmentaryczne ujecia" wigilijnych potraw....kresowych i polskich....
Oto najbardziej chyba u maluchow wyczekiwany moment tego wyjatkowego Wieczoru....
Rodzinka prawie w komplecie (Tesciowie i Siostry meza pozostaly w Niemczech)I......szok....tym razem moj prywatny szok..... Swiety Mikolaj przyniosl mi...MacBook`a.. prezent calkowicie niespodziewany, tym bardziej, ze ow Mikolaj (czytaj: moj Maz, pierwszy i ostatni:-)) ) uraczyl mnie slicznym puchowym plaszczem, ktory w Bialymstoku otulonym zima okazal sie niezastapiony.... Dziekuje raz jeszcze Kochanie:-) . Post ten oczywiscie pisze na nowym sprzecie...idzie cokolwiek mozolnie, zwlaszcza obrobka fotek....- przypis redakcji:-))))
A tu...z moja jedna z oddanych Przyjaciolek, Takich, co to i na dobre i na zle sa zawsze blisko....Te 40 roz ( z okazji urodzin moich okraglych - nietrudno domyslic sie KTORYCH) - to oczywiscie od Niej ...Dziekuje Basiu:-)
Usmiech radosci u mojej Siostrzyczki jedynej kochanej:-) Powod? Oczywisty:-) Obie kochamy to samo;-)))))
A teraz....z okazji tej, ze Nowy Rok zawital ...Zycze Wam Kochane, Wszystkie Wspaniale i bez jakichkolwiek wyjatkow Dziewczyny:
Oby ten Nowy, 2011 Rok byl dla Was wyjatkowy w kazdej postaci i pod kazdym wzgledem, megapozytywny, by spelnil Wszystkie Wasze marzenia, byscie z kazdym dniem rozkwitaly pelnia wewnetrznego blasku, byscie po prostu byly SZCZESLIWE!!!
Tego z calego swego serca zyczy Wam:
Wariatka niepoprawna i szalona - Margott - tak to ja ta, "czterdziestoletnia":-)))))
Buziaczki i cudownego weekendu Wam wszystkim zycze:-)
P.S. Ivciu Kochana!!!! Zaskoczylas mnie kartka Bozonarodzeniowa, gdy wrocilam do domu lezala sobie spokojnie na stole w jadalni....gdy otworzylam koperte....zobaczylam od Kogo jest...oczy zaszly lzami....Dziekuje Ci Ivciu -Rzeczywisty Aniele z Zielenca za Twoje serce, ktore wyraza pamiec....Dziekuje:-)
Bestyjeczko Kochana!!!! Jutro wszystko Ci napisze a kolczyki Twoje - zrobione z mysla o mnie wprost CUDOWNE!!!! Musze szybciutko wziac sie za zawieszke...mam nadzieje, ze dorowna choc w czesci Twoim umiejetnosciom!
Kaprysku!!! Nie otwieralam poczty przez trzy tygodnie...teraz zaluje....Przepraszam! Postaram sie jakos Ci to wynagrodzic...:-((((
wtorek, 7 grudnia 2010
Historia pewnej milosci....
...Nie planowala tego, co mialo sie wydarzyc....On zreszta tez nie...Oboje zyli w swoich wlasnych, przez siebie samych poukladanych swiatach, w roznych miejscach...i srodowiskach. Glosno oboje tez przyznawali, ze czuja sie spelnieni:
Ona wykonywala zawod niewyuczony wprawdzie ale wymagajacy kreatywnosci,wyobrazni i wyczucia- pochlaniajacy ja zreszta calkowicie...kochala to, co robila - czy raczej - tworzyla..On..pracowal w koncernie, w ktorym powstaja luksusowe auta - rowniez na stanowisku wymagajacym kreatywnosci, zaangazowania ale tez empatii do ludzi i do wspolpracy zespolowej... Dwojka obcych sobie ludzi - niewiedzacych o sobie ludzi - tak moze nalezaloby to ujac.... Ona - po kilku niefortunnych -lub moze bardziej obrazowo: toksycznych - choc niezalegalizowanych zwiazkach- zdeklarowana singielka...zawziecie tworzaca swoj "kawalek" przestrzeni...spelniona zawodowo i towarzysko. On- singiel ale po tzw."przejsciach" , obiecujacy sobie: "zadnych wiecej relacji"...no chyba, ze niezobowiazujace....
Poznaja sie przypadkowo.....w sieci....fajnie im sie pisze...tym fajniej, ze oboje sa przekonani ,iz nic z tego glebszego nie wyniknie - nieswiadomie brna w te "wirtualna" znajomosc coraz glebiej....Powoli wymykaja sie spod kontroli emocje....W "realnej czasoprzestrzeni" wiedza doskonale, ze odleglosc jaka ich dzieli, dwa rozne kraje i srodowiska...wszystko to stanowi doskonale skonstruowana - pod wzgledem racjonalnym- z a p o r e przed...no wlasnie, przed czym??? .....przed miloscia...
Koniec lata, poczatek cieplego wrzesnia, Krakow godz.19:55 Dworzec kolejowy.....
Ona wysiada z pociagu...On czeka na peronie z kwiatami....bordowe roze.... Spotkali sie w polowie drogi, w polowie odleglosci, jaka faktycznie oddziela te dwojke rozbitkow..... Pierwsze spojrzenie, musniecie ust, niczym skrzydlem motyla uzmyslawia OBOJGU - ze juz nic nie bedzie jak dawniej...... Spedzaja ze soba dwa dni i dwie noce.....Pozegnanie rozdziera im serca na strzepy....Placza oboje...zupelnie jak w piosence Lipnickiej...
Koniec wrzesnia , Bialystok....drugie spotkanie....jeszcze piekniej niz w Krakowie....On wyjezdza...pozostaje pustka... I goraczkowy natlok mysli....co teraz?! Jest poukladany swiat (czy aby na pewno NICZEGO w nim nie brakowalo??!!), sa Przyjaciele - ale tacy, wiecie...tacy PRAWDZIWI..tacy o jakich niezadlugo, w innej "czasoprzestrzeni" bedzie juz tylko snic.....stabilizacja... Poczucie pewnosci na kazdej plaszczyznie zycia (i znow pytanie: czy aby na pewno KAZDEJ???!).... Nieprzespane noce....telefony..smsy, maile....
I jeszcze jedno spotkanie.. NIEOCZEKIWANE.....sobota...ona "jedzie na szmacie" w dresie, pies swiezo wykapany zawiniety w recznik "schnie"....dzwonek do drzwi... Nie widzi nikogo...mimo to otwiera....Wstrzas...wstrzas w pozytywnym tego slowa znaczeniu... 1200km...ta odleglosc....nieistniejaca juz praktycznie miedzy nimi.....
Stoi On. Znow sa roze i znow bordowe i jeszcze cos....jest pierscionek i DEKLARACJA..."Gdzie ja tam i ty lub...gdzie TY tam i...ja...."
Listopad tego samego roku....Regensburg....Oni organizuja wesele....Ona szyje sobie (sama, rzecz oczywista :) - ) suknie slubna..... Zaplanowana data...od ktorej "juz na zawsze i wszedzie" to....
8 grudnia 2006 roku ..
Od tej pory juz od czeterch lat ida za reke niczym dwie czastki tej samej duszy....i patrzac w tym samym kierunku....
Moje drogie....ja wiem, ze jest to -banalem zalatujacym- ckliwy scenariusz rodem z podrzednej opery mydlanej....ale to MOJ scenariusz....ja go nie napisalam....zrobil to za mnie KTOS inny....
Ona wykonywala zawod niewyuczony wprawdzie ale wymagajacy kreatywnosci,wyobrazni i wyczucia- pochlaniajacy ja zreszta calkowicie...kochala to, co robila - czy raczej - tworzyla..On..pracowal w koncernie, w ktorym powstaja luksusowe auta - rowniez na stanowisku wymagajacym kreatywnosci, zaangazowania ale tez empatii do ludzi i do wspolpracy zespolowej... Dwojka obcych sobie ludzi - niewiedzacych o sobie ludzi - tak moze nalezaloby to ujac.... Ona - po kilku niefortunnych -lub moze bardziej obrazowo: toksycznych - choc niezalegalizowanych zwiazkach- zdeklarowana singielka...zawziecie tworzaca swoj "kawalek" przestrzeni...spelniona zawodowo i towarzysko. On- singiel ale po tzw."przejsciach" , obiecujacy sobie: "zadnych wiecej relacji"...no chyba, ze niezobowiazujace....
Poznaja sie przypadkowo.....w sieci....fajnie im sie pisze...tym fajniej, ze oboje sa przekonani ,iz nic z tego glebszego nie wyniknie - nieswiadomie brna w te "wirtualna" znajomosc coraz glebiej....Powoli wymykaja sie spod kontroli emocje....W "realnej czasoprzestrzeni" wiedza doskonale, ze odleglosc jaka ich dzieli, dwa rozne kraje i srodowiska...wszystko to stanowi doskonale skonstruowana - pod wzgledem racjonalnym- z a p o r e przed...no wlasnie, przed czym??? .....przed miloscia...
Koniec lata, poczatek cieplego wrzesnia, Krakow godz.19:55 Dworzec kolejowy.....
Ona wysiada z pociagu...On czeka na peronie z kwiatami....bordowe roze.... Spotkali sie w polowie drogi, w polowie odleglosci, jaka faktycznie oddziela te dwojke rozbitkow..... Pierwsze spojrzenie, musniecie ust, niczym skrzydlem motyla uzmyslawia OBOJGU - ze juz nic nie bedzie jak dawniej...... Spedzaja ze soba dwa dni i dwie noce.....Pozegnanie rozdziera im serca na strzepy....Placza oboje...zupelnie jak w piosence Lipnickiej...
Koniec wrzesnia , Bialystok....drugie spotkanie....jeszcze piekniej niz w Krakowie....On wyjezdza...pozostaje pustka... I goraczkowy natlok mysli....co teraz?! Jest poukladany swiat (czy aby na pewno NICZEGO w nim nie brakowalo??!!), sa Przyjaciele - ale tacy, wiecie...tacy PRAWDZIWI..tacy o jakich niezadlugo, w innej "czasoprzestrzeni" bedzie juz tylko snic.....stabilizacja... Poczucie pewnosci na kazdej plaszczyznie zycia (i znow pytanie: czy aby na pewno KAZDEJ???!).... Nieprzespane noce....telefony..smsy, maile....
I jeszcze jedno spotkanie.. NIEOCZEKIWANE.....sobota...ona "jedzie na szmacie" w dresie, pies swiezo wykapany zawiniety w recznik "schnie"....dzwonek do drzwi... Nie widzi nikogo...mimo to otwiera....Wstrzas...wstrzas w pozytywnym tego slowa znaczeniu... 1200km...ta odleglosc....nieistniejaca juz praktycznie miedzy nimi.....
Stoi On. Znow sa roze i znow bordowe i jeszcze cos....jest pierscionek i DEKLARACJA..."Gdzie ja tam i ty lub...gdzie TY tam i...ja...."
Listopad tego samego roku....Regensburg....Oni organizuja wesele....Ona szyje sobie (sama, rzecz oczywista :) - ) suknie slubna..... Zaplanowana data...od ktorej "juz na zawsze i wszedzie" to....
8 grudnia 2006 roku ..
Od tej pory juz od czeterch lat ida za reke niczym dwie czastki tej samej duszy....i patrzac w tym samym kierunku....
Moje drogie....ja wiem, ze jest to -banalem zalatujacym- ckliwy scenariusz rodem z podrzednej opery mydlanej....ale to MOJ scenariusz....ja go nie napisalam....zrobil to za mnie KTOS inny....
Dzis mija 4 rocznica slubu i ...patrzac w oczy mojego Meza...ciagle widze te iskre z Krakowa.....
Moja wlasna historia nauczyla mnie, ze dla milosci mozna zrobic niemal WSZYSTKO..i poswiecic WSZYSTKO. I nie jest to pusty, pozbawiony tresci slogan.... To, w co PRZESTALAM kiedys wierzyc -odmienilo moje zycie..Totalnie....od podstaw.......I pokazalo, ze PRZYPADEK NIE ISTNIEJE !
Wiem, ze blog to nie miejsce na tak intymne wynurzenia....jednak zdazylam sie lekko zorientowac jakie Osoby mnie odwiedzaja i wierze, ze nie wystawie sie na posmiewisko piszac na "niemodny temat" ale...ja cala jestem niemodna, pisalam o tym juz kiedys...i malo tego...ja CHCE byc niemodna..
Dlaczego post ten publikuje juz dzis, skoro rocznica jest dopiero jutro?... Jutro raczej nie zdazylabym do Was niczego "skrobnac" Kochane :-))))
Pozdrawiam Was serdecznie i sle najmilsze pozdrowienia i.... wybaczcie ale z przyczyn dla mnie waznych nie moglam zamiescic fotek "robotkowych"....Mam nadzieje, ze mnie zrozumiecie... WIEM, ze mnie zrozumiecie....
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















