Przede wszystkim dziękuję za komentarze i maile, którymi mnie obdarowujecie - jestem szczęśliwa, że moje prace -i nie tylko same prace- tak wielkie wbudzają zainteresowanie...
Post mój dzisiejszy niech będzie odpowiedzią na pytanie, które od jakiegoś czasu potarza się w mailach:)) a mianowicie...czy "coś jeszcze zbieram" ...?
Hmm..przede wszystkim - jak każdy- zbieram doświaczenia życiowe i...uzbierało się tego trochę ;-)) Zbieram też - jak każdy - wspomnienia...dobre i te...złe. Zresztą nie ma wspomnień złych - są pouczające - tak je nazywam a to dlatego, że dzięki nim doceniamy ...możliwie obiektywnie całe bogactwo dobra, z którym tak naprawdę stykamy się na codzień..."Zbieram" też i chronię - najlepiej jak w obecnej sytuacji potrafię - przyjaźnie... Kiedyś, dawno temu usłyszałam, że prawdziwy Przyjaciel wart jest tyle złota , ile sam waży...-jedno z przysłów arabskich, bodajże... Dziś uważam, że prawdziwy Przyjaciel wart jest trzykrotność złota trzykrotności swojej wagi... Zbieram i zachowuję w pamięci wszystkie pocałunki...jakie miałam szczęście w swoim życiu otrzymać...Zbieram też..tak tak!! Komentarze od Was, są miłe i wiele mówią o Was samych:)))
Zbieram też i inne rzeczy...przedmioty, które przywodzą na myśl wszystko, co związane jest z przeszłością...przedmioty najzupełniej materialne, które jednak uchwyciły pewne chwile, o których zapewne w codziennym natłoku spraw i spraweczek - zapomniałabym...tak zwyczajnie i po ludzku....
Powyższe zdjęcie jest fragmentem wspólnego - z moim Mężem - "zbieractwa". Na pierwszym planie urocza "anielska orkiestra" - bardzo ją lubię - kupiłam w Polsce, na giełdzie staroci..Było bardzo słonecznie, przechodząc przez jezdnię z "nowym nabytkiem" zaczepiłam obcasem o krawężnik i...runęłam jak długa..obcas złamany - figurki całe:-)))
Obok stoi "Elficzka"- tak ją nazwałam, w bufiastej sukni..Dużo miłych wspomnień z... Polski właśnie:)
Z tyłu, w seledynowej sukni Anioł z torebeczką;-) kupiłam go na prezent dla...siebie z okazji obrony pracy magisterskiej:)))
Za Aniołem Dama w kapeluszu - zakup okazał się wielką okazją..
Za nią "ta smukła" Nimfa - jest prezentem od mojej kochanej Przyjaciółki, dosałam ją w momencie wielkiego "dołka psychicznego".. pomogło. Dziękuję Ci raz jeszcze Martuniu:)
W środku stoi...największa nasza zdobycz...Mąż ją wypatrzył tu, w Regensburgu na rokrocznie organizowanej giełdzie antyków..z bijącymi sercami idąc-biegnąc licytowaliśmy się ze sobą ile też sprzedawca nam "zaćwierka" za nią...zaćwierkał.....ale i tak jest u nas, szukaliśmy jej ponad dwa lata...Drogie Panie przedstawiam "Królewnę z żabką" - Rosenthal'a.. Zachwycam się nią niezmiennie:) wtedy też kupiłam dżo starych koronek za śmieszną cenę i tasiemki jedwabne - wiadomo - do haftu....
Poniższa paterka znalazła swój kącik u nas...bo uparłam się, że bez niej nie wracam z flohmarktu;-)))
Zbieractwo - to już nie hobby, to natręctwo....choroba o bliżej niezidentyfikowanym podłożu. Tak. Srebra stołowe zbieram też. Poniższe pochodzą z Polski, część jest kupiona reszta..była...po prostu...
Poniżej "drobiazg" - kieliszek do wódki (?!) podobno było ich 12. I karafka..Dziadek zdołał przywieźć to z Nowogródka , gdzie mieszkał przed wojną...I kilka innych jeszcze rzeczy...
Na pożółkłych fotografiach dziadek..i Jego siostra, Marysia - ukochana ciocia mojej Mamy - ciocia, która odeszła zanim ja "przyszłam"....Zostawiła piękny ślad swojej bytności... Miała podobno charyzmę , niespotykany wdzięk i jako jedyna, z siedmiorga rodzeństwa popierała decyzję dziadka odnośnie małżeństwa z babcią..( podobno był to mezalians, smutne...). Babcia była moją najukochańszą "babcią świata" ( odeszła, gdy miałam 8 lat - dziadek załamał się psychicznie..po tym, jak przeżył masakrę swoich rodziców - jako "Pany" zostali zamordowani wraz ze służbą przez UPA- następnie wiadomość o tym, że JEgo dwaj bracia zamordowani zostali w Katyniu, następnie łagier na Syberii, późńiej niewolę Kraju po wojnie - paradoks, prawda???-nagła śmierć żony kompletnie go załamała...odszedł kilka lat później.....Tak wiele mogłam się od Ciebie Dziadku dowiedzieć...ależ byłam głupia, że nie pytałam...przeraszam.....
.......
Wracając do tematu - "odpowiedzi" za zadawane pytania...zbieram porcelanę...Rosenthala...mam do niej wielką słabość...ona do mnie też;-) zawsze "wlezie" mi w oczy, nie muszę odwracać filiżanki, czy spodeczków , by się przekonać...jeszcze się nie pomyliłam....
Tu, niżej mała "mieszanka" : "Hutschenreuther" w towarzystwie "Rosenthal'ek" :)))
....haftowane woreczki z poutpourri też zbieram....;-)
No i moja największa "zmorosłabość" to solniczki ..najlepiej, ręcznie grawerowane....ale trudne do zdobycia..niestety...
Zbieram też przedmioty stworzone, zaprojektowane przez "Krawców", którzy odeszli...
Zbieram też rzeczy z "całkiem innej bajki" - albo włąśnie nie z innej - z tej samej bo mojej....
Ja wiem, że zbieractwo może przybrać niebezpieczne rozmiary, może "ukraść" nam pokaźną część naszej "życiowej przestrzeni" i możliwe też, że jest chorobą...ale ma też zaletę...ważną dla mnie i wierzę, że dla Was Kochane też - wiem, że jeteście także podatne na tę subtelną jednak bądź co bądź przypadłość- otóż...zbieractwo pobudza te najwrażliwsze, najgłębiej ukryte zmysły, uczy obcowania wśród pięknych drobiazgów, dotykających nierzadko odległej nam historii...pobudza wyobraźnię...czyni -może złudne ale zawsze jakieś - poczucie, że świat piękniejszym jest....I cokolwiek owo "piękno" dla nas znaczy, jakiekolwiek wspomnienia "wygrzebie" z zakamarków pamięci.. warto, by po prostu BYŁO wokół nas. Nie od święta. Na codzień...Na zawsze...
Pozdrawiam Was z całego serca i dziękuję za Wasz niewątpliwie cenny czas, który poświęciłyście na wizytę u mnie :)




















































