niedziela, 16 stycznia 2011

Pseudowiosenny misz-masz;-)))

Witam Was slonecznie:-)))))
Tak, tak, swieci slonce!!!!! Nareszcie!!! Jest 9 stopni na plusie i slonce zaglada przez wszystkie okna, stad moja euforia. Ja wiem, ze jest to uczucie z gruntu zludne, jesli wziac pod uwage miesiac styczen, do nadejscia prawdziwej wiosny jest jeszcze daleko ale mimo to cieszy mnie kazdy promien slonca, ktory  energetyzuje tak pozytywnie, ze..... no wlasnie...przywolujemy wiosne na wszelkie mozliwe sposoby.....
  Ale zanim dotre do sedna przewrotnego w swej tresci tematu posta - bardzo ale to bardzo Wam dziekuje Kochane za naprawde moc przemilych i zyczliwych komentarzy pod poprzednim moim wpisem... Dziekuje, ze Was inspiruje, ze wedlug Was mam jeszcze od czasu do czasu cos ciekawego do powiedzenia - pokazania...Dziekuje w imieniu swoim i Ludzika (ktory nawiasem mowiac po wypadku z paluszkami "przechorowal" mi w sensie doslownym slynna "trzydniowke" - mial prawie 39,6 st. goraczki - jest juz z Nim teraz lepiej:-))), ktory lubi "pisac" razem ze mna;-) polega ta Jego "pomoc" na tym, ze wciska mozliwie wiekszosc klawiszy znajdujacych sie w Jego zasiegu:-))))))))) Zreszta nie bede zbytnio wglebiac sie w szczegoly bo Te z Was, ktore maja takie Maluszki w wieku mojego Ludzika doskonale wiedza, jaka "pomoc" mam na mysli ;-)))


   W pseudowiosennej "zadumie" popelnilam kolejne zawieszki do sypialni, poprzednie zapakowalam do pudelka, przelozylam je pergaminem i....poleza sobie lub wypuszcze w dobre rece:-)

A tymczasem....zawieszki w ksztalcie moim ulubionym;-)


Haft bulionowy, wykonany...jedwabiem na jedwabiu, nitkami wiadomo;-) "samosiebiepofarbowanymi":-)))))))))))))))))))))))) -Ja wiem, ze slowotworstwo wszelkiej masci, niektorych powala na kolana z rozpaczy ale czasem lubie sie takim pseudozwrotami "pobawic" - czasem smiesza mnie....a czasem wlasnie...nie. Tkaninka oczywiscie z angielskiej kolekcji patchworkowej - calkiem niezle wpisuje sie w calosc..
Musze powiedziec, ze np. tkanina, na ktorej mamy zamiar cos wyhaftowac calkiem niezle prezentuje sie z inna i wtedy dopasowuje nici wlasnie do tonacji z ktora ma  byc laczony - w tym przypadku - jedwabny shantung:


Ponizsze swieczniki - w doslownym sensie - kupilam w...realu, przeceniono je z 10€ na 4,99€ - no to je wzielam;-) Tyle tylko, ze wczesniej byly.....koszmarnie "zlote", nie zrobilam nawet fotek, chociaz teraz zaluje, przynajmniej byloby widac, ze metamorfoza, jaka przeszly byla...powiedzmy....z n a c z n a :-))


 Na pewno wiekszosc z Was jest doskonale zorientowana w tym, ze ja nie biele  swoich domowo-dekoracyjnych "gadzetow" - ja je "kremuje"....
Nic nie poradze na to, ze uwielbiam krem.... Kojarzy mi sie ze sterana minionym czasem biela -ja tak naprawde nawet porcelane mam w 95% domowych zbiorow - kremowa.... Ja Krem, czy inaczej - "stara biel" lepiej koresponduje z pozostalymi elementami wystroju;-) Co oczywiscie nie oznacza, ze nie zachwycam sie bialymi wnetrzami - przeciwnie- bardzo ale to bardzo mi sie podaja a jednak gdy musze cos niecos przemalowac - zawsze "wychodzi" krem;-)
"Na przywolanie wiosny" zamieszczam ponizszy obrazek, darze go sentymentem, poniewaz byl pierwszym  wyszytym  technika "bulionowki", gdy dopiero stawialam niemal "niemowlece kroki" w tej dziedzinie haftu....Wiem, ze ma sporo niedociagniec - tym lepiej, nie pozostawia watpliwosci, ze wykonano go recznie:-)

I.....przywolywanie wiosny niczym by bylo, gdyby nie otarlo sie przy okazji o spraweczki typowo przyziemne....mianowicie babskie "nieodzowniki";-)))))
Ze jestem buciara- to juz dawno zdiagnozowalam...nie pokazalam ani nie napisalam (zapomnialam) o szmacianych zakupach podczas wakacji na poludniu Europy...Lubie tam kupowac a to z dwoch powodow:
- po pierwsze - CENY-np. torba z bajecznie miekkiej naturalnej skory nappa z - powiedzmy - dosc dobrej marki - przeceniona z 1000€ na 115€ , szkoda nie wziac (w Polsce - z przykroscia musze stwierdzic - skorzane torby sa drozsze, niestety)
-po drugie: STYLISTYKA....sama bawie sie w szycie ciuchow od...bardzo dawna i  na plaszczyznie prywatnej i zawodowej, wiec na ciuchy patrze dosc....specyficznie: po pierwsze surowiec, po drugie: JAKOSC wykonczenia,po trzecie dopiero: marka, projektant itd. W Polsce np. uwielbiam Simple....maja designerskie rzeczy choc... w cenach, za jakie mozna spokojnie ubrac sie u Armaniego;-) Ale jakosciowo obie marki sa porownywalne, wierzcie mi. Poza tym i w Simple sa przeceny, tyle, ze ciezko mi czasowo sie "wstrzelic" - z przyczyn zrozumialach....Ale dosc o tym...wynudzilam Was, wybaczcie...o szmatach moglabym bez konca....
kiedys pokaze - obiecuje.... a tymczasem moje prywatne "must have" na wiosne - ktora mam nadzieje - zjawi sie niebawem:-))))

 Bez kocham, kochalam i kochac nie przestane, choc wiem, ze sa "niebezpieczne" odcienie, ktore nie wpasuja sie w absolutnie zaden typ urody...Wybieram zawsze "bezpieczne"....tak przynajmniej odczuwam;-)

Wiem, ze skacze z tematu w temat ale...Na dowod, ze brzydko nie lgam, naprawde dzis robiona fotka w oranzerii:-) Slonce jest???
Jest!!!! Wiosna jest?!!! Hmmm...No przyjdzie a "TO" jej telegram z zapowiedzia:-)))
    Teraz... zgodnie z obietnica... odnosnie pytan "technicznych w mailach:
Sciane w sypialni mam ta technika zrobiona tylko jedna, pozostale sciany sa gladkie i bez "wzorkow". Te z Was, ktore od poczatkow sledzily moje zmagania z ta sciana, wiedza, ze jest efektem nieprzemyslanych decyzji spowodowanych wypitymi - przez mnie a jakze - dwoma kieliszkami wina czerwonego i szokiem, jaki przezylam dnia nastepnego!
Sciane - aby "przykryc" to co nawywijalam poprzednio - pokrylam gipsem, zaprawa gipsowa, ktora nakladalam reka i reka wygladzalam, bez szpachli tudziez innych "ustrojstw". Musialam to robic bardzo szybko, zaprawa bowiem blyskawicznie gestnieje.
Po wyschnieciu nalozylam farbe lateksowa matowa , w kilku niuansach kolorystycznych (troche tak, jak postepuje z moimi nitkami;-)))))
Troche, chlodnego bezu, odrobinka waniliowego do tego gdzieniegdzie szarosc, troszke cappuccino.... reliefy wykonalam farba akrylowa (bardzo gesta), ktora wtloczylam do tuby z dlugim, cienkim dziubkiem, rysujac reliefy. Gdy byly suche i bardzo twarde - wcieram kolejne warstwy farb....na koniec spatynowalam....i 

gotowe....
Z kolei wezglowie wykonalam sama, z przycietej bardzo grubej, ok. 2cm sklejki, ktora pokrylam gabka pianka a nastepnie tkanina bardzo jasnokremowa z motywem pisma lacinskiego - zaslony zreszta sa z tej samej tkaniny...Dekor przytwierdzilam na koncu...
 Sam dekor natomiast....byl elementem wykonczeniowym pewnej komody, ktora "wyfrunela" z naszego "magazynku", natomiast co do rzeczonego dekoru mialam z gory juz  przeznaczona funkcje..... Troche go "przetunningowalam",  by wygladal w "schabby" stylu;-)
Mam nadzieje, ze zabrzmialo wyczerpujaco:-) Na kolejne pytania odpowiadac bede w kolejnych wpisach:-)
Pomalutku zmykam do....pieczenia:-) Tak, mam ochote na mufinki z rodzynkami - moim zdaniem - idealne do prawdziwego cappuccino z pianka i posypka cynamonowo-czekoladowa....
Pozdrawiam Was serdecznie i cieplutko i zycze Wam bardzo bardzo udanego tygodnia, pelnego milych chwil, niespodzianek i inspiracji, zycze Wam duzo sloneczka na nadchodzacy tydzien:-))
Usciski:-)

środa, 12 stycznia 2011

Lenistwo.....:-)))

Witam Was:-)
       Dopadlo mnie lenistwo w najczystszej postaci....I nie wiem juz, czy jest to proces tzw "powrotu do pionu" po powrocie z Polski, czy zwyczajny LEN wlasnie??? Nie chce mi sie chciec.....zwlaszcza, gdy popatrze sobie przez okno, za ktorym topnieje szarobury snieg, mgla rozgoscila sie na dobre (Regensburg lezy w kotlinie, mgla wiec nawiedza nas czesto...) no fuj:-((((
  Pozaczynalam kilka robotek naraz i ...leza odlogiem--- niemoc tworcza jak nic! Jedyny plusik to taki, ze pokonczylam juz pewne rzeczy pewnym Milym Dziewczynom :-))) Musze jeszcze popakowac i wyslac... Mam cicha nadzieje, ze beda zadowolone...
    Wczoraj moj Ludzik w przedszkolu dosc bolesnie przytrzasnal sobie paluszki, po odlozeniu sluchawki (dzwonili z przedszkola) bieglam jak szalona a w glowie krecil mi sie film typu: zbieram w woreczek paluszki itd.....W polowie drogi zorientowalam sie, ze pedze z kluczem od auta w dloni...po co ten klucz, skoro.....?!!
      No wlasnie: Matki dziela sie na Madre Matki i Matki Madre Inaczej (niestety, w tej ostatniej grupie jestem ja...)... Na szczescie "niczego" nie musialam zbierac, nie bylo tez zlaman, lekka opuchlizna, troche lez - ot i wszystko..... Ale wystarczajaco pogorszylo moje "niechciejstwo"....taka wisienka na przyslowiowym torcie....
    Nie chce jednak zawodzic jak wilk do ksiezyca... Mysle, ze Kazda z nas "tak ma ze czasem" ma ochote przespac kilka dni i obudzic sie w lepszym nastroju....
   Odpisalam na jakies 20% maili, z tych, ktore otrzymalam podczas nieobecnosci mojej prawie trzytygodniowej:-) Bardzo Wam dziekuje za pamiec, za to co piszecie i jak piszecie:-) Odbieram mnostwo serdecznosci i - pozornie tylko- zwyklej ludzkiej serdecznosci - DZIEKUJE PO STOKROC!!!!! Maile, w ktorych pytania natury "technicznej" sie powtarzaja - nie zostana bez odpowiedzi - obiecuje! Odpisze na nie tu, na blogu, tylko o odrobinke cierpliwosci prosze.... Na pozostale bede odpisywac mozliwie najszybciej, jak sie da:-)  Wiem, jak to jest - a jest zwykle bardzo przykro - gdy pytamy o o drobiazgi techniczne wlasnie Osobe, ktora np. w danej dziedzinie swietnie sobie radzi - a ten Ktos nie odpisuje....pewnie bardzo jest zajety....pytamy wiec za czas jakis ponownie....moze znajdzie czas......bez odpowiedzi......pytamy po raz kolejny.....brak odpowiedzi....Nie wiem, jak Wam ale mi jest przykro. I tyle. Dlatego, choc z poslizgiem odpisze na wszystkie pytania!
    Piszecie - a w kazdym razie wiele z Was, Kochane - w swoich postach o postanowieniach noworocznych.... a ja ich nie mam....Mysle, ze przychodzi taki etap w zyciu - czy jak ostatnio slyszalam : taki poziom swiadomosci - ze nie musimy na sile CZEGOS udowadniac ani sobie ani innym... Wynika to - przynajmniej w moim przypadku - moze z "doswiadczen przeszlosci", ze w moich postanowieniach (kiedys to praktykowalam, a jakze:-)))))) nastepowala rotacja i to w stosunkowo szybkim okresie czasu, wprost proporcjonalnie do zaistnialych okolicznosci...A mowiac po naszemu...jedne postanowienia "zastepowaly SIE" drugimi:-) W koncu, po latach doszlam do wniosku, ze czynienie obietnic samemu sobie jest bez sensu. Wazna rzecza dla mnie natomiast jest DOTRZYMYWANIE danego slowa innym.W ten sposob wyrazamy swoj szacunek zarowno do siebie jak i do drugiego czlowieka...Ja wiem, ze czesto okolicznosci czynia nas bezsilnymi a na pojawiajace sie sytuacje nie mamy wplywu. Tak bywa. Jednak i tu granice wyrozumialosci nie powinny byc przesuwane...Przepraszam za to moje "medrkowanie" ale to tylko moj punkt widzenia i nie musi byc wcale tym wlasciwym.. Konczac zatem temat "postanowien noworocznych"-nie napisze o czyms, czego nie postanowilam:-)))))))
  Jak Wielu z Was przeszkadza mi obecna aura a jej kaprysnosc ( wczoraj deszcz, w nocy snieg, rano mgla - no szarzyzna ogolnie!) doprowadza mnie do rozpaczy, okrada z weny, nawet szyc ciuchow mi sie nie chce - choc tkaniny ulozone grzecznie w rzadku czekaja....
   Kilka rzeczy wprawdzie jak po grudzie popelnilam - nie chce byc posadzona o hipokrykzje -ale na moje mozliwosci to nie jest wiele:-( - ktorych motywem przewodnim jest.....przywolanie WIOSNY!!!!!! Tak....wiosny mi sie chce....bardzo...
Ja wiem, ze w styczniu brzmi to absurdalnie ale...jak wspomnialam wczesniej - to co jest za szyba nastraja depresyjnie.... ale do "rzeczy" a wlasciwie: do tematu...
Ponizsza skrzyneczke kupilam w Polsce, byla wykonana z surowego drewna...dodalam reliefy ( ja do tuby wstrzykuje gesta farbe akrylowa, ktora gdy wyschnie  staje sie twarda niczym drewno) na wieczko nakleilam "nutowy motyw" a' la decou (Dekupazystki mnie zabija ;-(  ) i jako "zasmazka"- "poszedl" haft bulionowy  wykonanyna jedwabiu nicmi, ktore pobarwilam.... Jest raczej monochromatyczny i ogolnie do takiej tendencji w haftach teraz zaczynam sie sklaniac.....

 Sznur konopny skrecony w dekoracyjny pseudosutaz mial zrownowazyc calosciowy efekt... Zanim jednak przykleilam wyhaftowany motyw - pudelko pomalowalam farba akrylowa, ktora po zmieszaniu czerni z kawowym brazem dala bardzo zimny braz.... po wyschnieciu pociagnelam prawie suchym pedzlem kremowa farba , rowniez akrylowa....tak jednak, by gdzieniegdzie przebila sie jeszcze "poprzednia" warstwa farby...
Na koniec pociagnelam kilkakrotnie lakierem akrylowym matowym...

 "Termoklejem" przytwierdzilam haft, pseudosutaz i minigadzety typu: fragment bardzo starego haftu uformowanego "w kokardke", wysuszone rozyczki- miniaturki w paczkach i....gozdzik...tak dla fantazji:-))))
Ponizsze pudelko to "drugie zycie" puszki po kukurydzy "bonduelle", hihi
 Sposob wykonczenia podobny, rowniez "zgrzebny pseudosutaz"dodalam jako "rownowaznik" - a swoja droga naszlo mnie na ten sznur, czy co?! Haft mojego pomyslu, wykonany dwoma kolorami (!!!) cieniowanego jedwabiu..


Tak wyglada w zblizeniu....
- a tak prezentuje sie  od wewnatrz - jak oklejamy pudelka pisalam w ktoryms z poprzednich postow:-) Nie jest to trudne, podstawa jest jednak dobry klej do tkanin, to znaczy taki, ktory nie pozostawia plam po wyschnieciu no i rzecz jasna - szybko "wiaze" tkanine z podlozem. Osobiscie chwale sobie kleje do tkanin marki "uhu" ( to nie reklama)

 Na koniec malenstwa, ktore popelnilam kilka miesiecy temu, staly sobie grzecznie, czekajac na swoja sesje fotograficzna. (Qurcze profesjonalnie zabrzmialo a ja tak naprawde nie umiem robic ladnych zdjec - wiecie same o tym doskonale, wiec moje "pseudotfory" w naturze wygladaja jednak lepiej;-((((( )
 ...te malenstwa (sa naprawde malutkie, powstaly z nakretek od sokow, ten wyzszy -to nakretka od welli- preparatu nablyszczajacego do wlosow;-))))))) ) - to igielniki w innym wydaniu....nie zawsze musza przeciez byc w postaci poduszeczek, aczkolwiek do tych ostatnich - pomimo ogromnych ilosci jakie wykonalam - mam niekonczaca sie slabosc....
 .....zblizenie na ten wiekszy szpilecznik-igielnik, ktorego wysokosc wynosi circa 6cm ;-))
 ...i mniejszy, ktorego wymiar wynosi jakies 4- 4,5 cm:-)
 Poduszka- a wlasciwie jej okragla wariacja - na szpilki....dwa kolory nici cieniowanych, jedne w tonacji lososioworozowowrzosowej i drugie w tonacji zieleni, miety i blekitu...zostaly uzyte do wykonania ponizszego motywu....
A tu ponizej "cale towarzystwo" plus poduszka z tej samej tkaniny, ktora okleilam pudelko po kukurydzy:-)
   Powolutku zmykajac "do garow" ...jako ze dziecie z przedszkola musze odebrac...
Pozdrawiam Was cieplutko, ktore zagladacie, czytacie i "slad po sobie zostawiacie" w postaci komentarzy, ktore niezmiennie ciesza i wprawiaja mnie w euforyczny nastroj - i Was, ktore podgladacie - ale nie piszecie - rowniez :-)
Sciskam Was wszystkie z calego serca i - pomimo (przynajmniej u mnie) wstretnej pogody (wrrrrr!).....
  Zycze cudownego tygodnia pelnego przyjemnych niespodzianek, milych wrazen i ciekawych inspiracji:=))))))) !!!!

czwartek, 6 stycznia 2011

Powrot do “normalnosci“....

Witam i sciskam Was wszystkie serdecznie w Nowym 2011 Roku!!!!!!!!!! mam mnostwo zaleglosci i jesli chodzi o poczte ( nie otwierajac jej przez okres 3 tygodni, znalazlam tam....1124 nieprzeczytanych wiadomosci!!!!)  i Wasze blogi, na ktorych roi sie od nowych interesujacych wpisow  i fascynujacych fotek - musze koniecznie nadrobic zaleglosci.... i wrocic do tzw. “pionu“.
   No wlasnie....z owym “pionem“ roznie bywa....Jak zawsze jestem przeszczesliwa, gdy pakuje nas wszystkich do wyjazdu - natomiast powrot w moim przypadku jest nieodmiennie koszmarna trauma... Ci, ktorzy wiedza co mna tak naprawde“targa“ - twierdza, ze za krotko przebywam poza granicami Kraju, z czym zgodzic sie nie do konca moge, poniewaz uwazam, ze jest to kwestia uswiadomionej dawno juz temu- tozsamosci narodowej.....I niestety, zawsze juz bedzie tak, ze powroty do mojego nowego “domu“ okupione beda i depresja i wiadrem lez.....
 Nie chce jednak by moj pierwszy, noworoczny wpis “brzmial“ negatywnie i dolujaco, bo przeciez w Polsce bylo cudownie!!!!
    Pogoda prawdziwie swiateczna przywodzila na mysl swiateczne klimaty rodem te z basni H.Ch. Andersena...Prawdziwa magie po prostu...Sypalo za oknem niemilosiernie a ja cieszylam sie jak przyslowiowa wariatka na sama mysl spedzenia najpiekniejszych - moim zdaniem - Swiat Bozego Narodzenia w gronie rodzinnym: z mezem rodzicami...z siostra i Jej rodzinka :-)))) Cos cudownego w swej pozornej prostocie.... Wstyd sie przyznac ale...o dziwo prawie trzytygodniowy brak dostepu do internetu "nie bolal" tak bardzo...
   Znow serce mi roslo, ze moj kochany Bialystok rozwija sie w tak zadziwiajaco szybkim tempie: pojawily sie nowe ulice, biurowce, nowe domy..... CUDNIE!!!!!
  Nie przeszkadzalo i to, ze ulice, nawet te glowne sparalizowaly opady sniegu a przemieszczanie sie po nich autem obliczane bylo na godziny, cha cha!! Cudnie! Tym bardziej, ze NIC ale to absolutnie NIC nas nie gonilo:-) Pelna euforia w najczystszej postaci:-))
  A w domu rodzinnym...wspolne ostatnie przygotowania, nakrywanie stolu....na ten jedyny w roku wyjatkowy WIECZOR..... Magia.......
Mamie mojej kochanej popelnilam to....



Pudelko, dosc spore na Jej robotki szydelkowe..... wyszylam haftem 3D i okleilam technika cartonnage...

...wewnatrz wykonczylam bawelniana tkanina patchworkowa...
Do pudelka dolaczylam....szal, z angory (spod) i jedwabiu w roznej postaci (wierzch): koronki, satyny, shantung, krepy i szyfonu...udrapowalam oraz srednio nagrzanym zelazkiem "sprasowalam" .Inspiracja byl prawie identyczny szal autorstwa Ralpha Lauren`a..."Podrobilam" go w 95% ....Mam nadzieje, ze piszac te slowa nie narazam sie na prawne konsekwencje mojego "czynu" ;-)))
Male zblizenie na detale.....

A ponizsze fotki to "swiateczny kalejdoskop" :-)) Moja starsza siostrzenica jest rowna ze mna;-) a jeszcze niedawno stawiala swoje pierwsze kroczki.....tempus fugit - jak Starozytni mawiali;-)




"Fragmentaryczne ujecia" wigilijnych potraw....kresowych i polskich....

Oto najbardziej chyba u maluchow wyczekiwany moment tego wyjatkowego Wieczoru....
 Rodzinka prawie w komplecie (Tesciowie i Siostry meza pozostaly w Niemczech)
 I......szok....tym razem moj prywatny szok..... Swiety Mikolaj przyniosl mi...MacBook`a.. prezent calkowicie niespodziewany, tym bardziej, ze ow Mikolaj (czytaj: moj Maz, pierwszy i ostatni:-))  ) uraczyl mnie slicznym puchowym plaszczem, ktory w Bialymstoku otulonym zima okazal sie niezastapiony.... Dziekuje raz jeszcze Kochanie:-) . Post ten oczywiscie pisze na nowym sprzecie...idzie cokolwiek mozolnie, zwlaszcza obrobka fotek....- przypis redakcji:-))))
 A tu...z moja jedna z oddanych Przyjaciolek, Takich, co to i na dobre i na zle sa zawsze blisko....Te 40 roz ( z okazji urodzin moich okraglych - nietrudno domyslic sie KTORYCH) - to oczywiscie od Niej ...Dziekuje Basiu:-)

 Usmiech radosci u mojej Siostrzyczki jedynej kochanej:-) Powod? Oczywisty:-) Obie kochamy to samo;-)))))
A teraz....z okazji tej, ze Nowy Rok zawital ...Zycze Wam Kochane, Wszystkie Wspaniale i bez jakichkolwiek wyjatkow Dziewczyny:
Oby ten Nowy, 2011 Rok byl dla Was wyjatkowy w kazdej postaci i pod kazdym wzgledem, megapozytywny, by spelnil Wszystkie Wasze marzenia, byscie z kazdym dniem rozkwitaly pelnia wewnetrznego blasku, byscie po prostu byly SZCZESLIWE!!!
Tego z calego swego serca zyczy Wam:

Wariatka niepoprawna i szalona - Margott - tak to ja ta, "czterdziestoletnia":-)))))
Buziaczki i cudownego weekendu Wam wszystkim zycze:-)
P.S. Ivciu Kochana!!!! Zaskoczylas mnie kartka Bozonarodzeniowa, gdy wrocilam do domu lezala sobie spokojnie na stole w jadalni....gdy otworzylam koperte....zobaczylam od Kogo jest...oczy zaszly lzami....Dziekuje Ci Ivciu -Rzeczywisty Aniele z Zielenca za Twoje serce, ktore wyraza pamiec....Dziekuje:-)
Bestyjeczko Kochana!!!! Jutro wszystko Ci napisze a kolczyki Twoje - zrobione z mysla o mnie wprost CUDOWNE!!!! Musze szybciutko wziac sie za zawieszke...mam nadzieje, ze dorowna choc w czesci Twoim umiejetnosciom! 
Kaprysku!!! Nie otwieralam poczty przez trzy tygodnie...teraz zaluje....Przepraszam! Postaram sie jakos Ci to wynagrodzic...:-((((