Tak, tak, swieci slonce!!!!! Nareszcie!!! Jest 9 stopni na plusie i slonce zaglada przez wszystkie okna, stad moja euforia. Ja wiem, ze jest to uczucie z gruntu zludne, jesli wziac pod uwage miesiac styczen, do nadejscia prawdziwej wiosny jest jeszcze daleko ale mimo to cieszy mnie kazdy promien slonca, ktory energetyzuje tak pozytywnie, ze..... no wlasnie...przywolujemy wiosne na wszelkie mozliwe sposoby.....
Ale zanim dotre do sedna przewrotnego w swej tresci tematu posta - bardzo ale to bardzo Wam dziekuje Kochane za naprawde moc przemilych i zyczliwych komentarzy pod poprzednim moim wpisem... Dziekuje, ze Was inspiruje, ze wedlug Was mam jeszcze od czasu do czasu cos ciekawego do powiedzenia - pokazania...Dziekuje w imieniu swoim i Ludzika (ktory nawiasem mowiac po wypadku z paluszkami "przechorowal" mi w sensie doslownym slynna "trzydniowke" - mial prawie 39,6 st. goraczki - jest juz z Nim teraz lepiej:-))), ktory lubi "pisac" razem ze mna;-) polega ta Jego "pomoc" na tym, ze wciska mozliwie wiekszosc klawiszy znajdujacych sie w Jego zasiegu:-))))))))) Zreszta nie bede zbytnio wglebiac sie w szczegoly bo Te z Was, ktore maja takie Maluszki w wieku mojego Ludzika doskonale wiedza, jaka "pomoc" mam na mysli ;-)))
W pseudowiosennej "zadumie" popelnilam kolejne zawieszki do sypialni, poprzednie zapakowalam do pudelka, przelozylam je pergaminem i....poleza sobie lub wypuszcze w dobre rece:-)
A tymczasem....zawieszki w ksztalcie moim ulubionym;-)
Musze powiedziec, ze np. tkanina, na ktorej mamy zamiar cos wyhaftowac calkiem niezle prezentuje sie z inna i wtedy dopasowuje nici wlasnie do tonacji z ktora ma byc laczony - w tym przypadku - jedwabny shantung:
Ponizsze swieczniki - w doslownym sensie - kupilam w...realu, przeceniono je z 10€ na 4,99€ - no to je wzielam;-) Tyle tylko, ze wczesniej byly.....koszmarnie "zlote", nie zrobilam nawet fotek, chociaz teraz zaluje, przynajmniej byloby widac, ze metamorfoza, jaka przeszly byla...powiedzmy....z n a c z n a :-))
Na pewno wiekszosc z Was jest doskonale zorientowana w tym, ze ja nie biele swoich domowo-dekoracyjnych "gadzetow" - ja je "kremuje"....
Nic nie poradze na to, ze uwielbiam krem.... Kojarzy mi sie ze sterana minionym czasem biela -ja tak naprawde nawet porcelane mam w 95% domowych zbiorow - kremowa.... Ja Krem, czy inaczej - "stara biel" lepiej koresponduje z pozostalymi elementami wystroju;-) Co oczywiscie nie oznacza, ze nie zachwycam sie bialymi wnetrzami - przeciwnie- bardzo ale to bardzo mi sie podaja a jednak gdy musze cos niecos przemalowac - zawsze "wychodzi" krem;-)
"Na przywolanie wiosny" zamieszczam ponizszy obrazek, darze go sentymentem, poniewaz byl pierwszym wyszytym technika "bulionowki", gdy dopiero stawialam niemal "niemowlece kroki" w tej dziedzinie haftu....Wiem, ze ma sporo niedociagniec - tym lepiej, nie pozostawia watpliwosci, ze wykonano go recznie:-)
I.....przywolywanie wiosny niczym by bylo, gdyby nie otarlo sie przy okazji o spraweczki typowo przyziemne....mianowicie babskie "nieodzowniki";-)))))
Ze jestem buciara- to juz dawno zdiagnozowalam...nie pokazalam ani nie napisalam (zapomnialam) o szmacianych zakupach podczas wakacji na poludniu Europy...Lubie tam kupowac a to z dwoch powodow:
- po pierwsze - CENY-np. torba z bajecznie miekkiej naturalnej skory nappa z - powiedzmy - dosc dobrej marki - przeceniona z 1000€ na 115€ , szkoda nie wziac (w Polsce - z przykroscia musze stwierdzic - skorzane torby sa drozsze, niestety)
-po drugie: STYLISTYKA....sama bawie sie w szycie ciuchow od...bardzo dawna i na plaszczyznie prywatnej i zawodowej, wiec na ciuchy patrze dosc....specyficznie: po pierwsze surowiec, po drugie: JAKOSC wykonczenia,po trzecie dopiero: marka, projektant itd. W Polsce np. uwielbiam Simple....maja designerskie rzeczy choc... w cenach, za jakie mozna spokojnie ubrac sie u Armaniego;-) Ale jakosciowo obie marki sa porownywalne, wierzcie mi. Poza tym i w Simple sa przeceny, tyle, ze ciezko mi czasowo sie "wstrzelic" - z przyczyn zrozumialach....Ale dosc o tym...wynudzilam Was, wybaczcie...o szmatach moglabym bez konca....
kiedys pokaze - obiecuje.... a tymczasem moje prywatne "must have" na wiosne - ktora mam nadzieje - zjawi sie niebawem:-))))
Wiem, ze skacze z tematu w temat ale...Na dowod, ze brzydko nie lgam, naprawde dzis robiona fotka w oranzerii:-) Slonce jest???
Jest!!!! Wiosna jest?!!! Hmmm...No przyjdzie a "TO" jej telegram z zapowiedzia:-)))
Teraz... zgodnie z obietnica... odnosnie pytan "technicznych w mailach:Sciane w sypialni mam ta technika zrobiona tylko jedna, pozostale sciany sa gladkie i bez "wzorkow". Te z Was, ktore od poczatkow sledzily moje zmagania z ta sciana, wiedza, ze jest efektem nieprzemyslanych decyzji spowodowanych wypitymi - przez mnie a jakze - dwoma kieliszkami wina czerwonego i szokiem, jaki przezylam dnia nastepnego!
Sciane - aby "przykryc" to co nawywijalam poprzednio - pokrylam gipsem, zaprawa gipsowa, ktora nakladalam reka i reka wygladzalam, bez szpachli tudziez innych "ustrojstw". Musialam to robic bardzo szybko, zaprawa bowiem blyskawicznie gestnieje.
Po wyschnieciu nalozylam farbe lateksowa matowa , w kilku niuansach kolorystycznych (troche tak, jak postepuje z moimi nitkami;-)))))
Troche, chlodnego bezu, odrobinka waniliowego do tego gdzieniegdzie szarosc, troszke cappuccino.... reliefy wykonalam farba akrylowa (bardzo gesta), ktora wtloczylam do tuby z dlugim, cienkim dziubkiem, rysujac reliefy. Gdy byly suche i bardzo twarde - wcieram kolejne warstwy farb....na koniec spatynowalam....i
gotowe....
Z kolei wezglowie wykonalam sama, z przycietej bardzo grubej, ok. 2cm sklejki, ktora pokrylam gabka pianka a nastepnie tkanina bardzo jasnokremowa z motywem pisma lacinskiego - zaslony zreszta sa z tej samej tkaniny...Dekor przytwierdzilam na koncu...
Sam dekor natomiast....byl elementem wykonczeniowym pewnej komody, ktora "wyfrunela" z naszego "magazynku", natomiast co do rzeczonego dekoru mialam z gory juz przeznaczona funkcje..... Troche go "przetunningowalam", by wygladal w "schabby" stylu;-)Mam nadzieje, ze zabrzmialo wyczerpujaco:-) Na kolejne pytania odpowiadac bede w kolejnych wpisach:-)
Pomalutku zmykam do....pieczenia:-) Tak, mam ochote na mufinki z rodzynkami - moim zdaniem - idealne do prawdziwego cappuccino z pianka i posypka cynamonowo-czekoladowa....
Pozdrawiam Was serdecznie i cieplutko i zycze Wam bardzo bardzo udanego tygodnia, pelnego milych chwil, niespodzianek i inspiracji, zycze Wam duzo sloneczka na nadchodzacy tydzien:-))
Usciski:-)










































