wtorek, 8 marca 2011

Misz masz - ale w slonecznym wydaniu:-)))

Witam Was slonecznie :-))))
Pomimo paskudnego mrozu noca, ranki od kilku juz dni z rzedu witaja mnie sloncem i to tak silnym - ze obiecuje sobie przeprowadzenie powaznych prac porzadkowych od okien poczawszy.... Nic bardziej zawodnego:-((((
W momencie otwarcia drzwi tarasowych mrozne powietrze wdzierajace sie do wewnatrz uswiadamia mi nadal, ze "jesce nie cas, nie cas" - tak mi utkwilo to goralskie stwierdzenie, bodajze bedace efektem ubocznym zbyt czestego podgladania reklam ;-)))
Bo ja - kochane moje- mimo faktu przebywania poza Polska , kanaly polskie musze miec. Brak polskiej telewizji chyba by mnie zabil. I choc na ogladanie czasu zwykle mi brakuje (chyba ze poznym wieczorem i noca, gdy Filipek i Maz spia a ja biore sie za robotki - wtedy telewizor jest zwykle wlaczony:-)))  ) , sama swiadomosc, ze programy polskie sa- pomaga mi funkcjonowac i...zapomniec o tym, ze nie ma mnie TAM...
Nad narzuta pracuje nadal....mysle, ze w nastepnym poscie bede mogla ja juz pokazac - a w miedzyczasie powstalo kilka drobiazgow, ktorych nie moglam sobie odmowic;-)))
Z resztek tkanin patchworkowych, ktore pozostaly po narzucie nr1 i poduszkach i...pudelkach :-)))) popelnilam torebke na podreczne robotki...i kilka gadzetow ;-))))
Ale najpierw torebka:
- uszyta w oparciu o patchwork, z pianka wewnatrz i przepikowana wzdluz laczen roznych tkanin....


- pas pionowy umiejscowiony centralnie, z tkaniny gladkiej, lekko waniliowej - wyhaftowalam haftem brazylijskim nicmi - tradycyjnie przeze mnie farbowanymi, kolorystycznie dopasowanymi do ogolnej kolorystyki torebki....


Otworki, przez ktore przeplotlam uszyty rulonik z koncowkami imitujacymi cos....blizej nieokreslonego...moze truskawki....???? - wykonalam nabijajac mosiezne "oczka"...
Kolejna poduszka na igly, pelniaca przy okazji funkcje dekoracyjna.....Uszyta ze skrawkow, ktore mialy "skonczyc w koszu na smieci"....
-haft raczej nieskomplikowany, wyszyty jedwabiem i bawelna....pudrowy....
Poduszeczka ma nietypowy ksztalt....ale wyglada niezle...
Kolejna poduszka na igly ma ksztalt walca uszyta i wyhaftowana w stylu nawiazujacym do "Blackbird Design" - wzor i pomysl jednak oraz wykonanie - "made by me";-)))))
-Do cieniutkiego jedwabnego sznureczka doszylam "dyndadelka" - niektore z nich haftowane.....

Zrobilam jeszcze....ale to naprawde na przyslowiowym "poczekaniu" ....wianek.
Powstal na bazie ....tamborka. Otoz mialam drewniany tamborek, ktory zwyczajnie- przeciazony i wyeksploatowany - pekl. Zostala druga jego czesc, ktora postanowilam wykorzystac.....
- okrecilam bialym plotnem
-nastepnie pocielam w nierowne, postrzepione paski tiul
- zawiazalam owe scinki dookola tamborka i ....wyszedl wianek...
-u gory "zainstalowalam" stara bransoletke (kiedys robilam bizuterie ze szmatek, ktorymi obszywalam i haftowalam przerozne w ksztaltach korale )
- dodalam wstazke satynowa z ukreconymi rozami i.....gotowe:-)

I...zeby nie bylo;-) Dzis okolo godz 7 rano, gdy podnosily sie zaluzje w oranzerii - taki piekny poranek mi sie ukazal....

Slonce wdarlo sie momentalnie rowniez do jadalni....ukazujac wnetrze w zupelnie innej odslonie;-)

°°°°°°°°°°°°
Z zupelnie innej beczki;-)))))
Ponizsze fotki sa odpowiedzia na pytania zalegle, jeszcze te z grudnia (pisalam, ze bede odpowiadac "stopniowo" ): 
A... zatem...pokoik Filipka. Nie jest jeszcze taki, jaki mam w glowie, brakuje mi tu kilku istotnych "dopelnien" stylistycznych - nad ktorymi rowniez pracuje;-)
Tymczasem pokaze tylko kilka ujec....Uszylam zaslony z dwoch roznych, pozornie niepasujacych do siebie tkanin....jednak wpasowaly sie wzajemnie i mysle, ze nie jest najgorzej.... W koncu nie Ktos glupi powiedzial: "przeciwienstwa sie przyciagaja"....
Ach a ta narzuta jest....baaaaaardzo stara, ma mnostwo wad, poza tym szylam ja gdy bylam jeszcze zielona w kwestii patchworkow ( co nie oznacza rzecz jasna, ze taraz jestem "dojrzala" ;-)))))))
Rzeczona kapa ma mnostwo wad ale tu na tzw."tymczasowo" - pasuje...czy nie pasuje...?

Ponizej tablica "misz-masz" , popelniona gdy Filek jeszcze nie chodzil o "wlasnych silach" :-)))) Troche jest nieaktualna ale lubie ja....jest troche...taka pamiatka...
....kolejna "pamiatka" - obrobiona w decu - to pierwsze buciki mojego Synka, pierwsze, w    ktorych stawial swoje pierwsze kroczki.....Stoja sobie na komodzie i przypominaja mi, ilekroc na nie spojrze - jak szybko mija czas....jak szybko rosna Dzieci.....
Za butkami stoi pudelko, w ktorym spakowalam ciuszki, ktore moj Synek mial na sobie w dniu Chrztu.... Pamiatki i karty z zyczeniami....Pierwszy pukiel obcietych wloskow....
Dla mnie sa to pamiatki bezcenne...

Jeszcze do niedawna- pieczolowicie z uporem maniaka ukladalam kazda lokomotywke....teraz dbam by nie bylo kurzu ;-)))

Tak wyglada pokoik w trakcie przeobrazen - mojego Ludzika - mam nadzieje, ze ciekawosc przynajmniej w minimalnym stopniu zaspokoilam:-)))))))))
Kochane....musze konczyc....nie dam rady pisac, literki mi skacza na ekranie. Chyba jakies chorobsko mnie bierze.. Poczytam sobie jutro co piszecie u siebie ...
Pozdrawiam Was baaaaaaardzo slonecznie , zyczac wiosny i wysylam moc pozytywnej energii:-)
Licze, ze Wasz tydzien bedzie magiczny:-)

czwartek, 3 marca 2011

Wiosennej metamorfozy czesc II....;-)

Witam Was serdecznie w moich progach:-)))))
Dzisiejszy post byc moze bedzie dosc dlugi i zdaniem Niektorych nuzacy - wiec z gory przepraszam...Bedzie tez sporo fotek, zreszta, co ja tu....
Przejde do tematu;-)))))
Ostatnio troche dokrecilam sobie srube w zakresie "hand made":-)))) : dokonczylam to, co pozostawalo niedokonczone - choc nad nowa narzuta w starym stylu - nadal pracuje..
- Poza tym ja ciagle z uporem maniaka zaklinam wiosne, ktorej jedyny zwiastun w postaci slonca przyjemnie pieszczacego plecy podczas przedpoludniowego (!!!) spaceru - jest dla mnie niejasna obietnica rychlego Jej nadejscia..... Do generalnych porzadkow u mnie jeszcze ho, ho, bo ja zwykle od okien zaczynam wiosenna, gruntowna "jazde na szmacie" :-)))))  Zatem: " jesce nie cas, nie cas" ;-)))))))))))) na szorowanie okien:-) Za to na metamorfoze mebli w sypialni i...owszem:-)
  Zanim jednak przejde i z opisami i z fotkami do tej czesci tematu, pokaze tzw. "brakujacy element" ;-))) a raczej brakujace elementy- bo tych jest wiecej niz jeden, mianowicie pudlo- nie: pudelko  (bo dosc "slusznych" rozmiarow jest) na aktualnie "robiace sie" hafciarsko - aplikacyjne "(teraz) twory:
Komoda w sypialni to rzecz jasna nie jest jego miejscem docelowym, nie mniej jednak i tu prezentuje sie nienajgorzej...
Pudlo z bardzo grubego kartonu okleilam angielska tkanina w bulionowe roze w pudrowym odcieniu wierzch natomiast wyhaftowalam krzyzykiem wedlug wzoru "wyklutego" w glowie i nicmi, ktore sama barwilam:-)
Gdzieniegdzie pojawily sie tez aplikacje.....
Wewnatrz pudla juz czekaja przyszle podstawki pod filizanki z kawa z tymze motywem, srodki rzeczonych podstawek musze jeszcze "tylko" wyhaftowac:-))))) nastepnie przepikowac i...tak powstana podstaweczki patchworkowe w tonacji kremowo - bezowej....
Kolejne "tfory" to...kolejne ptaszki - poprzednie dokonczylam i poprzyszywalam - podobnie jak w ponizszych - prawdziwe fragmenty galazek....dodalam prosciutki motyw haftu brazylijskiego i....gotowe:

Przy okazji: rzut oka na komode, juz wykonczona, postarzona do granic;-)))))))))

No i kolejna wiosenna zawieszka wykonana na jedwabiu metoda aplikacji (aplikacje wciagaja mnie w swa otchlan nieskonczonych mozliwosci) :
Kolory akurat sa takie jak w realu - o dziwo - i sa delikatna zapowiedzia kolorystyki kolejnej quiltowej narzuty;-))) - powstala bowiem rzeczona zawieszka z resztek tkanin pozostalych po narzucie, ktora "sie wykancza" :-)))))
A teraz..... teraz przejde do tematu mebli..... Tak to teraz mniej wiecej wyglada....
Zanim jednak "doszlam" to koloru ostatecznego, zalezalo mi bardzo, by w mozliwie "wiarygodny" sposob przeprowadzic metode postarzania...kilkuletniej szafy....
Wtarlam kilka bardzo cienkich warstw farby akrylowej za pomoca zwinietego w klebek lnu - pedzel stosuje tylko przy koncowych pracach.... Te metode opracowalam sobie jakies....9 lat temu, kiedy to namietnie odnawialam, postarzalam meble...zatem dosc dawno. Teraz wiem, ze Ameryki nie odkrylam - wtedy jednak dostep do internetu nie byl tak powszechny, jak obecnie:-) nie mialam zatem zadnych "sciag" poza ksiazkami, rzecz jasna:-)))
Wygladalo to dosc....porazajaco... No w kazdym razie, gdy moj Malz wrocil z pracy i zobaczyl szafe w takim stanie....zaniemowil i to bynajmniej nie z zachwytu....
Dzien pozniej bylo juz znacznie lepiej;-))))
Komoda, ktora pokazalam w poprzednim poscie - wyszla niezle, jednak czegos mi w niej brakowalo.....czegos... francuskiego, tego tzw. "ostatniego szlifu", nadajacego przedmiotom ich indywidualnego charakteru.... Pomyslalm o dekorach. Pozniej jednak zdecydowalam sie na ornamenty malowane. Sek w tym, ze nie mialam gotowego szablonu....Musialam go sobie wymyslic. Wymyslilam. Pomalowalam, wycieniowalam, przetarlam - postarzylam -"zniszczylam" ;-)

W tym czasie 7- drzwiowa (!!!) szafa schla.....
Po nakladaniu kolejnych wartstw, nalezalo ja postarzyc jeszcze w narozach.....rozetrzec wilgotna szmata, nalozyc postarzajacy matowy werniks....
....stworzyc pozor autentycznosci.....
autentycznosci retro w nowym calkiem meblu.....

Calosc wyglada teraz tak i mysle, ze jest lepiej niz bylo....





Pozostaly mi jeszcze malenkie prace kosmetyczno wykonczeniowe ale to juz drobiazgi, z ktorym szybko sie uwine;-))))
Tymczasem wykoncze moja narzute, przygotuje do uszycia podstawki, oktorych wczesniej wspominalam i - o ile nic nowego nie strzeli mi do glowy - przejde do szycia garderoby anno domini 2011 - wiosna/lato :-))))))))))))
Na zakonczenie chcialabym bardzo serdecznie podziekowac Wam za sympatyczne, cieple komentarze pod poprzednim postem, fajnie, ze pojawiaja sie rowniez Nowe Osoby - mam nadzieje, ze zostaniecie ze mna na dluzej:-)
Podczytywaczkom Sympatycznym - dziekuje rowniez za wizyty :-))
Pozdrawiam Was Waszystkie serdecznie sciskam i duzo wiosennego slonca posylam!!!!!