czwartek, 7 lipca 2011

..Ten post bedzie....

....Kolejnym "postem-tasiemcem" do mojej kolekcji i...pewnie nie ostatnim....
Witam Was Kochane bardzo, bardzo serdecznie!!!!!!!
Dlugo mnie nie bylo w wirtualnym swiecie i nazbieralo sie zaleglosci. Chce Wam podziekowac za sympatyczne komentarze, maile bardzo cieple slowa uznania dla tego co robie, w ogole dziekuje Wam, ze w tak mily sposob "zaznaczacie" swoja obecnosc! Pisalam juz o tym wielokrotnie, pewnie az do znudzenia ale..musze w tym miejscu podkreslic raz jeszcze, ze takie "dowody sympatii" tu, na Obczyznie inaczej, zupelnie inaczej sie odbiera a ich "przekaz", choc niewerbalny- jest o wiele glebszy...przynajmniej dla mnie.. Dlatego raz jeszcze DZIEKUJE WAM!
  Jak juz wspomnialam, post nieco tasiemcowaty bedzie, bo mam sporo do opisania-pokazania....co dzialo sie w czasie "mojego niebytu" wsrod Was......
 Podziele go na dwie czesci...zebyscie nie pozasypialy;-))))))))
Zatem....Jesli chodzi o "sprawy natury przyziemnej" -nadal tkwie w quiltach- a ich wariacje przedstawiam ponizej....
Owalna, nieco nieregularna serweta na stolik do kawy, z kremowej bawelny, fantazyjnie przepikowanej, przypominajaca nieco boutis... Do niej male pudeleczko, rowniez owalne
o wymiarach 27cm x 19cm. Poprzednio stanowily opakowanie po lodach:-))))))))))
Mialam juz wyrzucic ale.....spodobal mi sie ksztalt i pomyslalam, ze moze moznaby je...
No wiec mozna..;-)))))
Calosc : i serweta i pudelko (przeznaczenie- na aktualnie "robiace sie" tforrki) - prezentuja sie niezle na tle ciemnego, orzechowego blatu....
 Aplikacje oczywiscie naszyte recznie, drobniutkim sciegiem a w niektore elementy wewnatrz wsunelam resztki pianki, by efekt przypomninal choc po czesci cos a´la 3D;-)
 Zblizenie...mysle, ze widac owe "wypuklosci"....
 ...no i pudelko na nici i inne pie...dolki;-)))))))))
 Wenatrz - jak zawsze u mnie, gdy nad czyms slecze - b a j z e l !!!!!!!
 Tu w tym miejscu pragne doniesc o prawdziwej zdobyczy: nozyczki...do obcinania nitek.. te proste pierwsze od gory sa baardzo stare, prawdopodobnie koniec XIX w. kraj pochodzenia Francja lub Belgia (co do ostatniego nie mam 100% pewnosci) uchwyty wykonane ze srebra - reszta, czyli czesc "tnaca" -ze stali. Kupilam je na gieldzie antykow, ktora tu, w Regensburgu odbywa sie tylko raz w roku ale za to cala "Starowka" jest zamknieta, poniewaz zastawiona jest niepoliczalna wprost masa straganow....Zawsze gdy na takim targu staroci bywam - mysle sobie, ze wlasnie umarlam i jestem w Raju;-)))))
Wracajac do tematu - mam prawie komplet, bo naparstek srebrny, z tego samego okresu juz mam (pokazywalam go kiedys)...marza mi sie jedynie duze, krawieckie nozyce (nie musze ich uzywac, ale chcialabym po prostu miec....)
A propos´nozyc...te drugie, ciemne kupilam w sieci, sa nowe, cena "strawialna" - spodobal mi sie ich ksztalt...wiec zamowilam...
 Powstaly tez nowe podpiecia do zaslon w sypialni, dopasowane do narzuty, rowniez w klimacie "quiltowym";-)))))))))))))
 Ponizsze roze wykonalam haftem tasiemkowym, tasiemka jedwabna, cieniowana...

 ...a tak powstawaly.....

 Drugim powodem mojej nieobecnosci i chyba tym najwazniejszym byl....urlop. Nie bylo nas w domu, laptop pozostal na biurku....Stad moje milczenie....
 Pojechalismy do Lido di Jesolo, bardzo blisko Wenecji.. Pogoda byla cudna, fotek jednak zbyt wiele nie zrobilam, Maz za to ma pelna kolekcje. W kolejnym poscie postaram sie pokazac ich wiecej a na razie przedstawiam te, ktore mialam w swoim aparacie:-))
 Przygotowania..... Glowa Meza jak zawsze "pod maska" ...On grzebal w aucie - ja w szafach;-)))))


 A tu...Wenecja, kilka metrow doslownie- przed placem sw. Marka, fragment palacu Dozow Weneckich...
  Z zewnatrz palac robi niesamowite wrazenie swoja wyjatkowa elegancja i lekkoscia...Arkadowy, ostrolukowy portyk dzwigajacy lekka loggie z azurowymi maswerkami - musi wprawiac w oslupienie niejednego Turyste, tak sadze przynajmniej.....
Wlasciwa jego nazwa to Palazzo Ducale, wzniesiony zostal w IXw. jako rezydencja Dozow, w pozniejszych okresach wielokrotnie przebudowywany, przez slynnych architektow (Dalle Masegne, Ricco i Da Ponte). Od wieku XVI, kiedy to uzyskal swoja doskonalosc trwa nadal w stanie niezmienionym a w jego wnetrzach zachowaly sie do dzis wspaniale salony, wraz z oryginalnym wystrojem, ktory - mnie przynajmniej przyprawial o przyspieszone bicie serca...). Np. Sala delle Quatro Porte (sala czterech drzwi) ozdobiona plotnami Tycjana oraz freskami Tintoretta...Sala Senatu z dekoracja Tintoretta (Wenecja, krolowa morza, fresk na suficie), Sala Rady Dziesieciu, mnostwo innych nie mniej spektakularnych pomieszczen, wreszcie Sala del Maggior Consiglio, czyli Sala zgromadzen Wielkiej Rady, ktorej rozmiar niemal powalil mnie na kolana....54m dlugosci 24m szerokosci i ponad 15m wysokosci.....Zostala zniszczona (w roku 1577 przez pozar, odbudowano ja jednak przy ogromnym wkladzie Antonio Da Ponte ....Zaniemowilam, gdy zobaczylam plotno Raj autorstwa Tintoretta....
 To tu, przed wiekami tzw. Rada Dziesieciu (zlozona z ksiazat, dozow wlasnie) stanowila wladze ustawodawcza i wykonawcza rozciagajaca sie na obszar calego Ksiestwa Wenecji (Wlochy przed wiekami rozbite byly na ksiestwa, co niewatpliwie nie umacnialo Italii jako panstwa jednolitego politycznie,legislacyjnie i spolecznie - a konflikty, nierzadko zbrojne toczone miedzy poszczegolnymi ksiestwami dodatkowo oslabialo pozycje tego Kraju na arenie miedzynarodowej).
Ksiestwo Wenecji -jako takie -w okresie renesansu przezywalo swoj prawdziwy rozkwit, bylo jednym z najbogatszych (jak na owczesne kryteria) ksiestw w calej Italii...prawie az do momentu, gdy podbily je Austro-Wegry...i...wcielily w swoje obszary terytorialne jako jeszcze jedna prowincje....
W wenecji nie bylam po raz pierwszy. I musicie uwierzyc mi na slowo, ze za kazdym razem odkrywam ja na nowo. Jest w niej cos....z magii....tajemnicy...kwintesencji slow: wzrost, rozkwit, upadek-podnoszenie sie , czy odradzanie raczej...na nowo...

 ...Lew ze skrzydlami...odwieczny symbol Wenecji - Ksiestwa Wenecji... Lew skrzydlaty haftowany na purpurowym jedwabnym aksamicie- flaga Ksiestwa Wenecji....Ow lew, prawdopodobnie skarb etruski umiejscowiony na kolumnie od setek lat wita przybijajace statki, a obecnie luksusowe jachty oraz promy i...przypomina o dawnej wyjatkowosci i niebywalej swietnosci dawnego Ksiestwa......
 Jedna z najwazniejszych budowli jest przepiekna Bazylika sw Marka...Jak dotad, wsrod tych, ktore dotychczas mialam zaszczyt ogladac, podziwiac...rywalizuje jedynie z Bazylika sw Piotra w Rzymie...Fotki, niestety ma Maz w swoim aparacie, wiec pokaze w kolejnym poscie....
 (Nie jestem autorem powyzszego zdjecia zrodlo: internet.)
  Bazylika sw Marka...powstawala etapami...W roku 828 - 830 (nie pamietam dokladnej daty) sprowadzono do Wenecji szczatki sw Marka Ewangelisty...prawdopodobnie z egipskiej Aleksandrii..Wenecjanie uznali, ze tak cenna relikwia zasluguje na godne schronienie i...w wieku XI zapadla decyzja o budowie Bazyliki...Powstawala przez wiele stuleci, noszac slady stylow roznych epok i roznego pochodzenia : zloto bizantyjskich mozaik,gotyckie iglice a romanskie pelne luki, kopuly zas islamskie - to wszystko w odczuciu zwyklego nawet turyty, takiego jak ja - tworza niepowtarzalna, jedyna w swoim rodzaju calosc bedaca majstersztykiem i unikatowym mariazem sztuki roznych epok. To pewien symbol, ukazujacy Zwiedzajacemu wyjatkowa, miedzynarodowa misje dawnej Wenecji.....
Glowny oltarz "przechowuje" szczatki sw Marka, za nim zas znajdujemy slynny "zloty oltarz" - moim zdaniem arcydzielo wsrod arcydziel sztuki zlotniczej. Powstal ze zlota, kamieni szlachetnychi emalii od wieku X poczawszy, skonczywszy na wieku XIV...Umiejscowiono w nim ikony, bardzo cenne, np. Matka Boska Nikopejska, ikona z wieku X, pochodzenia bizantyjskiego,ktora przywiezli z Konstantynopola w roku ok 1200 Krzyzowcy....Bazylika robi ogromne wrazenie, podobnie, jak wszystkie inne zabytki bedace zywym dowodem wielkosci, potegi i znaczenia politycznego oraz strategicznego dawnej Wenecji. Jesli Kogos zachecilam do wyprawy w ten rejon Europy, ciesze sie przeogromnie, bo jestem przekonana, ze nie bedzie to czas stracony.....
Gdybym chciala wszystko opisac, co widzialam, prawdopodobnie mialabym "gotowych tematow" na kilka takich samch rozmiarow - postow, co ten... Ale historia, to tez moja milosc, moje hobby, do ktorego wracam....W tym miejscu, nie moge sie powstrzymac, by nie napisac, ze Politycy - tak uwazam -znajacy historie przynajmniej na poziomie powiedzmy: "zadowalajacym" unikneliby masy bledow, wpadek i wojen a nam, szarym Obywatelom - mimo wszystko- zyloby sie lepiej, bo nic nie wyniszcza spoleczenstw w takim stopniu jak totalitaryzmy, czy wojny......
 Maz probujacy uchwycic piekno palacu, o ktorym wczesnie, bardzo krociutko opowiadalam.
 Ponizej przypadkowa Turystka z jednym z kanalow w tle....
 Tu nastapi dluga przerwa "czasowa" - fotek nie robilam,,,,,wygrzewalam sie w sloncu i...latalam po sklepach wieczorami....(co przywiozlam pokaze rowniez...;-)
I...powrot do domu....przez Dolomity....
Fotki robilam z auta, wiec z gory przepraszam za ich jakosc...


 Cudny widok.....Ogromny podziw dla Matki-Natury a jednak....nie wiedziec czemu, budzacy pewien...respekt...moze lek????


 Miasteczko, jakich wiele ale nie moglam sie dosc nazachwycac;-))))
 Lekki "kogel-mogel" stylow tyrolsko-austriacko-wlosko-bawarskiego nawet, rzeklabym...Ale bryla hotelu wywoluje usmiech, zatem - urokliwie:-)
 Kilka kilometrow dalej inny hotelik...Taki troche "belle-epoque" - kojarzacy sie ze starymi romansami minionych epok....ten autokar jedynie psuje wizje, balansujaca miedzy jawa a snem;-)
 A tu....rzeczywistosc, czyli...korki, popatrzcie ilu chetnych do placenia! ;-))) w tej grupce "stracencow" i my;-))))) Czas oczekiwania...dlugi....
 W domku czekal powitalny torcik dla Ludzika, OCHODZILISMY NA WCZASCH JEGO 4 URODZINKI!!!!!!!!!! A tu Dziadkowie przygotowali symboliczne ciacho dla wnusia:-)))))
Kochane, wiem, ze spicie........POBUDKA!!!!!!!!!! To by bylo na tyle, koncze, zmykam posta pisalam kilka godzin (wraz z obrobka tej mizeroty, w postaci fotek, ktorych nota bene robic juz sie nie naucze, wiec wybaczcie) - a tu w garch halny wieje jak sie patrzy i po Synka musze biec do przedszkola.....Czasu!!!!!!!!!!!! Troche czasu musze sobie wyskrobac.........
Kochane!!!!!! Dzieki, ze mnie odwiedzacie, czytacie i piszecie, postaram sie poodwiedzac rowniez Wasze blogi, bo naprawde za Wami tesknilam!!!!!!!
Zycze Wam WYJATKOWEGO, WSPANIALEGO, SLONECZNEGO Tygodnia....
Sciskam!!!!
P.S. Sprawa "ludzka" z poprzedniego posta , niestety przybrala niemily obrot ale coz, tak byc musialo, lekcje pobralam, musze ja jeszcze odrobic. I tu tez Wielkie SERDECZNE DZIEKUJE za slowa wsparcia...

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Prawdy i mity....

                               ..........................
 Dzisiejszy post mial miec inny tytul, dotykac pewnego problemu,  ktorego nie jestem w stanie pojac. Byc moze a moze i na pewno nie pasuje do wspolczesnosci i zasady jakie w zyciu wyznajemy i ja i moj Maz - nie maja po prostu JUZ racji bytu, jestesmy wiec... mamutami????? Dinozaurami???? ...Pytanie czysto retoryczne...nie oczekuje odpowiedzi, szukam jej sama od kilku juz lat.....
  Poniewaz jednak jest to bardzo swieza sprawa - poczekam na rozwoj wypadkow...
Wybaczcie mi enigmatyzm tkwiacy w tych kilku zdaniach ale...jestem zaszokowana, zbulwersowana i nie potrafilabym "na chlodno" opisac zaistnialego ostatnio w naszym zyciu wydarzenia. Zachowania pewnych Osob pozostana dla mnie tajemnica i...doprowadza chyba do kolejnego przewartosciowania slow - dla mnie i mojego Meza swietych - takich jak honor, uczciwosc i szacunek dla przyjazni....ktorej glownym atutem na pewno nie jest WYRACHOWANIE i WYKORZYSTYWANIE- czyichs umiejetnosci, doswiadczenia, wiedzy, kontaktow etc.... Wybaczcie ale nie rozwine na razie tego tematu i...pozostawie go otwartym... Po prostu poczekam i...."zobacze, jaki kierunek problem obierze"....
Mialam dzis przedstawic Wam Kochane tutorialek i...slowa dotrzymam....
Mialam napisac Tym z Was, ktore w mailach kilkakrotnie dopytywalyscie sie o nici jedwabne.... Oto sa. Wprawdzie cieniowanie zakonczylam dzis o czwartej rano, jednak widze, ze fotki wiernie oddaja kolorystyke. Nieskromnie powiem tyle tylko, ze sama zakochalam sie w tych niuansach kolorystycznych... Mam nadzieje, ze rozumiecie mnie, dlaczego za nic nie wroce do zwyklej bawelny...

 Feeria barw balansujaca wokol ziemisto-pastelowych, poprzez lekko "wypalone" sloncem - odcieni....

Wkrotce przymierze sie rowniez do alpaki i kolejnej partii jedwabiu:-)))))))))
A tymczasem.....
Tymczasem pokaze cos niemojego wprawdzie, bo znajdzie sie u pewnej Sympatycznej Dziewczyny na Wyspach - ale cos, co wprawilo w oslupienie kilka Osob :-))))))
 Troche pracy z tym bylo, zwlaszcza pikowanie, bo pod maszyna kazdy quilt nagle "ozywa" i zachowuje sie w sposob odwrotnie proporcjonalny do oczekiwan....Efekt???
"Takie cos" tkwiace w nadgarstkach i przedramieniu - co powoduje, ze utrzymanie w reku filizanki z kawa graniczy z cudem. Nazywam to syndromem przeszycia..A tak powaznie, ostatnio popelnilam "troche duzo " (cha cha ten zwrot przywodzi mi na mysl okreslenie : "troche w ciazy, troche zakochana" itd)
no wiec popelnilam troche duzo ((:-)))) ) quiltow i rece odmowily wspolpracy. Dam im wolne. Cale trzy dni.Od quiltow. Ale nie od haftow:-)))))
Ponizej przedstawiam fragmentaryczne ujecia poszczegolnych blokow...
Tkaniny? Quilt Gate - seria Marie Antoinette, Quilt Gate seria Mary Rose, Nordso, bawelna kremowo-ecru Marcus Brothers seria uni, i tkaninka z motywem roz w paczkach - ale juz nie pamietam serii. Producent to na pewno Quilt Gate - moj ulubiony zreszta. Drukuje bawelne w sposob tak precyzyjny, ze juz na pierwszy rzut oka mozna stwierdzic, ze nie jest to podrzedny rodzaj bawelny....

 Do przedstawionego powyzej quiltu nie moglo zabraknac poduszek...Popelnilam trzy, wprawdzie chodzilo o dwie, trzecia, wlasnie ta ponizsza byla "nadprogramowa....
Haftowana nicmi mojego autorstwa, haft krzyzykowy wzmocniony dodatkowo pikowaniami, sprawia wrazenie plastycznosci. I o to mi chodzilo. Tkaniny to byly prawie skrawki ale szkoda mi bylo je wyrzucic....Nie mam juz za wiele miejsca na gromadzenie scinkow, choc ubolewam bardzo - czesto laduja w koszu...
 Dwie ponizej to klasyka quiltowych poduszek....Aplikacje wykonane w 100% recznie, pikowania faliste i proste maszynowe..... Dodatkowo "oblamowane" haftem z motywem kwiatowym....



Tyl kazdej z nich podszyty jest bardzo gruba bawelna (by zrownowazyc proporcje grubosci tkanin) "zapiecie" na troczki:-)
 Kolejny projekt to ludzaco podobna - do mojej, ktora prezentowalam kilka postow wczesniej- gruba serweta idealny na okragly stol, np. do jadalni w klimacie francuskiej prowincji przelomu XVIII-XIX w.
Ponizsze fotki nie oddaja jednak wiernie kolorystyki (tkanina ma nadruk wisniowo-czerwony, a tu wyglada na "fuksjowo-czerwony" - przeklamanie aparatu lub nieudolnosc fotografujacej;-((( )
Uszylam nieco wczesniej rowniez w tej tonacji kolorystycznej serwete ale o ksztalcie prostokata. Plus kapturek i koszyczek na pieczywo....
 Moja tesciowa (ktora raczej za bordem, niuansami czerwieni nie przepada - byla nia zachwycona, czyli oznacza to, ze wyszla dobrze)
Nieukrywam, ze "zaaplikowalam" sobie dodatkowe utrudnienie (mowi sie, ze Dur..n robote lubi), mianowicie....
Zanim przystapilam do pikowania maszynowego, przepikowalam ja recznie, fstrygujac cala ale w taki sposob, by tkaniny wierzchniej bylo wiecej niz tej na spodzie i piance razem wzietych.... W ten sposob, pikujac uzyskalam efekt wypuklosci wiekszej, o wiele wiekszej niz te, ktore spotyka sie w klasycznych patchworkach....Ale oplacilo sie bo efekt mnie zadowolil....


 Teraz......
Teraz pokaze tutorialik wykonania roz plaskich...
Nici wykorzystalam jedwabne, cieniowane. W ten sam sposob postepujemy, gdy haftujemy np. wstazeczka:-)
Oki, zaczynamy:
1. Najpierw wykonujemy "gwiazdke" - musi miec zawsze NIEPARZYSTA LICZBE RAMION!!!!!!!!!!!!!!!! czyli: 5 lub 7. Przyznaje, ja wykonuje zawsze 5, jest mi po prostu wygodniej pozniej "platac";-)
 2.Zaczynamy od srodka, czyli miejsca gdzie spotykaja sie wszystkie ramiona naszej gwiazdki. Oplatamy je nitka: naprzemiennie : raz z wierzchu, raz pod spodem i tak dookola....
 Pomalutku widac, co sie nam "wykluwa"....


 Tak wyglada efekt koncowy. Mozna uzyc nierozdzielonej muliny, welny mocherowej, alpaki, wstazeczki, skrojonej po skosie cieniutkiej tkaniny jedwabnej takiej jak: pondge, szyfon itp.
Kochane, dziekuje Wam z calego serca za Wasze komentarze pod poprzednim postem, Te z Was, ktore przestaly pisac - przepraszam, ze nie rewanzowalam sie ale nie wynikalo to ze zlej woli a po prostu z chronicznego braku czasu. Reakcje w pelni rozumiem -zalu nie mam:-)
Wszystkim Wam natomiast zycze cudownego tygodnia i...jaknajmniej rozczarowan - potrafia doslownie sciac z nog....

środa, 1 czerwca 2011

"...Chcecie - wierzcie, lub nie wierzcie;-)))

...Wczoraj mialam piekny sen......
...na wspanialym srebrnym koniu...
...sama Wena niosla mnie...."
                 Witajcie Kochane !!!!
 To sa naiwne slowa pewnej starej piosenki, ktora pamietam jeszcze z wczesnego dziecinstwa a ktora ostatnimi czasy "przykleila sie" do mnie niczym przyslowiowa wesz i ...za nic nie puszcza;-))))) Pozwolilam sobie jedynie zamienic slowo "Krolewicz" (bo tego juz mam;-))))) ) na slowko: "Wena" ( ktora ze mna na razie grzecznie i sumiennie wspolpracuje) - prosze, powiedzcie, ze tez "tak macie", (mam na mysli nucenie z uporem maniaka dawno zapomnianych- pozornie tylko -  infantylnych piosenek ) w przeciwnym razie naprawde pomysle o wizycie u jakiegos specjalisty:-)))))))))))) ...Z drugiej jednak strony mam powazne watpliwosci, czy jest jeszcze Jakis, ktory moglby mi pomoc....tym bardziej, ze naprawde "wsiaklam" w quilty.....
Zapatrze sie na moment tylko na drzewo i...widze je na moim nowym, przyszlym quilcie....Zatrzymam wzrok na jakims detalu i..."widze go" naaplikowanego na kolejnej poduszce...moze narzucie...  Wzory kolejnych ukladaja mi sie w glowie niczym puzzle, szukam nowych tkanin..."przeczesujac" internet wzdluz i wszerz...wymyslam nowe techniki aplikacji.... i haftow...w miedzyczasie trzymam dom w przyslowiowym pionie i...czasem tylko, kiedy zasypiam z ksiazka na nosie...pytam sama siebie, czy zdaze "wszystko wykonac", co podszeptuje wyobraznia....po czym "odplywam....
..Ja wiem, ze zaniedbuje Was i juz wstyd mi po prostu walic sie w kazdym poscie w piersi i powtarzac ciagle przepraszam ale.....naprawde PRZEPRASZAM..ze nie nadazam za Waszymi wpisami, na wiekszosc blogow wpadam - czytam - po czym ponownie zagladam, by zostawic choc sloweczko, slad, ze bylam..
 Maile...rowniez i te nie pozostana bez odpowiedzi, prosze tylko o troszke czasu....
Tutorial dot. rozyczek "plaskich" - przygotuje w najblizszym poscie i zamieszcze zdjatka, niech no tylko slonce wyjrzy, bo ja i tak nie potrafie robic zdjec a jeszcze gdy swiatlo szwankuje....no "lezaki" przyslowiowe....zwlaszcza, gdy sobie zajrze na Wasze blogi i popatrze na piekne, dopieszczone fotki, cudownie zaaranzowane, podkreslajace walory prezentowanych przez Was przedmiotow...ehh.......wtedy wlasnie nie chce mi sie obfocac moich bo.. zdjecia wychodza mi szkaradnie. No nie umiem i juz. Kropka. Trudno.
Nie chcac jednak wprowadzac "sennie jeczaco-narzekajacego" nastroju, pokaze cos, co moze choc w minimalnym stopniu jakos mnie usprawiedliwi.....
Skonczylam narzute (miala byc moja), ktora meczylam juz jakis czas w przerwach miedzy   tymi, ktore pofrunely w swiat...i ten bliski i baaardzo daleki...
 Podobna skonczylam pewnej Pani , natomiast jutro zaczynam kolejny projekt - tym razem serwety,grubej, pikowanej, takiej...."quiltopodobnej" - z toile-de-jouy w wersji bordo, ecru i chlodnego bezu. I...szczerze mowiac ciekawi mnie efekt koncowy...
Tymczasem.....
Ponizszy blok jeszcze nie byl skonczony (fotke zrobilam wczesniej no i swiecilo slonce:-)))
A ten z kolei po pikowaniu prezentuje sie calkiem niezle:
Tkaniny serii "Quilt-Gate - Marie Rose Antoinette", "Lecien" i "Marcus Brothers"
Ponizszy czekal wowczas jeszcze na pikowanie

Pikowalam wiec powyzszy quilt i recznie i maszynowo....
W ogole reczne pikowanie jest ogromnie czasochlonne i praktycznie podwaja wartosc przedmiotu....gdy patrze  teraz na moje palce - zaczynam wierzyc, ze tak jest;-)) A z naparstkiem jest mi jakos nie po drodze, musze wykombinowac jakis substytut , ktory zastapi niewygodny kawel metalu a jednoczesnie ochroni palce ....




...Oprawilam tez wreszcie ponizszy  obrazek, ktory polezal kilka miesiecy w zapomnieniu..Znalazlam go w jednej z szuflad, w ktorych przechowuje dokonczone "rzeczy-elementy" na tzw. "pozniej"...
 .....poduszeczka na igly......kolejna...ale juz...bez komentarza.....- ewidentny przyklad na to, ze....choroba moja wchodzi na wyzsze stadium;-))

Ponizej.... to bedzie....nie, nie wiem, co to bedzie, po prostu wyszywam gdy ogladam wiadomosci...haft krzyzykowy, sam krzyzyk  wielkosci 0,5 mm, wiec drobniutki, pomieszany ze standartowym...moze wyjsc ciekawie, rzecz w tym, ze nie mam pojecia, jaki bedzie finalny efekt, bo wyszywam z...glowy ..
 Nici? Jak zwykle, cieniowany jedwab.... Acha, informacja dla Tych z Was, ktore zainteresowane bylyscie jedwabnymi nicmi:
 W polowie przyszlego tygodnia zabieram sie definitywnie za ich malowanie, "pieczenie-utrwalanie-plukanie-suszenie-skrecanie:-)))" Otrzymalam paczke kilka dni temu, wiec mam maly zapasik, z czego ciesze sie przeogromnie bo w moich "skladzikach" powoli jasnialo....dno:-)))))


Ludzik moj kochany, z racji swego swieta dostal od mamy i taty kolejna lokomotywke z wagonikiem (nowa faza, autka sa juz passè) i cieszy sie nowa zdobycza, dzieki czemu moglam skrobnac cos niecos do Was...
 Kochane, zycze slonca, duzo, duzo! ( u mnie WREDNIE LEJE - co dziala dolujaco, wrrr!!)
Pozdrawiam Was Wszystkie i Kazda z osobna:-)
I...dziekuje z calego serca za Wasze komentarze pod poprzednimi postami, dzieki nim wiem, ze nie pisze/klikam w przestrzen miedzyplanetarna.....:-)))))