poniedziałek, 12 grudnia 2011

Couture! ;-)))))

Po dlugiej przerwie wracam z zapowiadanym tematem.....Dotychczas pewne sztuczki hafciarsko-dekoracyjne prezentowalam na przedmiotach...powiedzmy: "dekoracyjnych".
Dzis o...ciuchach, fatalaszkach, szmatkach bedzie;-)))))
 Ciuchy bowiem a wlasciwie sam proces ich tworzenia to moja najstarsza i ukochana pasja, hafty i dekoracje do domu plasuja sie raczej na...pozycjach nieco dalszych...Ponizsze modele powstaly z mysla o zimie 2011-2012, inspiracja byly :
- Dom Mody Prada by Miuccia Prada
- Boss Black
- Armani by Giorgio Armani
Prawde mowiac te trzy powyzsze firmy rzeczywiscie tworza "o Kobietach i dla Kobiet". Dodalabym tu jeszcze Valentino, choc sam Mistrz jest juz na zasluzonej emeryturze i dyrektorem artystycznym Domu Mody Valentino jest "Nie-Wloszka", bardzo mlodziutka zreszta, choc perfekcyjnie - moim zdaniem - uchwycila glowne status qvo, ktoremu "singnore Mario" byl wierny przez cale lata a dzieki ktoremu marka rozpoznawalna byla niemal na ulicy bez koniecznosci sprawdzania metki;-))))) Takze te cztery firmy zwykle inspiruja mnie przy pracy nad "szmatkowymi nowosciami":-)))))
Dodatki, ktore wykorzystalam, nie sa w calosci mojego autorstwa, podaje zatem marki.
Ponizsza sukienka, moim zdaniem pasuje niemal do kazdej figury, pomimo tego, ze ma z przodu kontrafaldy, dosc mocno zaprasowane. Wykonana z: 100% kaszmirowej welny (gorna czesc) oraz bardzo ciezkiej, welnianej krepy (to dlatego kontrafaldy nie maja prawa  odstawac a calosc lezy doskonale). Producentem obu wykorzystanych przeze mnie tkanin jest wloska firma, ktorej Giorgio Armani zleca produkcje tkanin do swych kolekcji (na brzegach fabrycznych tych tkanin ta marka wystepuje).

 Baleriny wykonane ze skory i koronki - ZARA, z linii "woman"
Pozostale dodatki:
Kolczyki :Bijou Brigitte
Zegarek: Emporio Armani, limited edition.
Bransoleta : Pandora.
 Kto mnie zainspirowal???? -Prada. Bardzo podobna sukienke zobaczylam w niemieckim voque´u i...zakochalam sie. Oryginal nie mial zaprasowanych faldek przy dekolcie, reszta - identyczna, lacznie z krysztalkami (svarovski)
 Ponizsza bransoletke prezentowalam w poprzednim poscie i...miala byc niesmiala zapowiedzia tego, co chcialam pokazac dzis....Powstala wlasnie z mysla o tej konkretnej sukience...
 Acha, dodalam kieszenie, wpuszczane w szwy boczne;-)))

 Odcien skorki balerin i gory sukienki sa w 100% identycznie, wiec udal mi sie calkiem przypadkiem "kolorystyczny strzal w 10" ;-)))

 Dylemat z zamkiem krytym: czarny, czy bladopudroworozowy???? Wygral czarny, sek w tym, ze musial byc idealnie niemal wstawiony. Udalo sie. Natomiast zaszewki gorne musialy sie idealnie pokryc z tymi dolnymi. Udalo sie. Rowniez podszewka wystepuja w dwoch, identycznych odcieniach, musi byc idealnie skrojona pod wzgledem dlugosci, by np. czarna czesc dolnej podszewki nie "przeswitywala sie" przez cieniutka warstwe kaszmirowej jasnej "gory" sukienki. Typ? "koktajlowka" - tak bym ja okreslila...(sukienke, rzecz jasna)
 Kolejna sukienka....(kocham sukienki ale o tym wiekszosc z Was juz wie:-)))  ) powstala...dosc spontanicznie, chcialam prosta, tym razem niedopasowana, luzna wrecz ale z "tym czyms" co wyrozni ja sposrod wielu innych... Na poczatek tkanina....Cieniutki, choc z wlosem 100% kaszmir, ta jest bardzo leciutka choc naprawde grzeje, pomimo dlugosci rekawa:-)))))
 Dodatki: torebka a wlasciwie kosmetyczka - Dior. Material: satyna, roze "dolozylam" ja...
Czolenka: Bagatt, material: skora jagnieca.
 Rzut na detale: ozdobna plisa wokol szyi powstala z jedwabnego zakardu (produkcja dla: M.Valentino) a obszylam ja perlami naturalnymi,rzecznymi oraz koralikami z polerowanej kosci sloniowej (kupione za bezcen na ebay´u)....
...perelki sa krzywe ale...to ich zaleta, w kazdym razie w tym konkretnym przypadku;-)
 Koraliki wykonane sa z naturalnego surowca, dlatego wystepuje roznica w odcieniach poszczegolnych sztuk....
 Kolejna "propozycja" to...elementy quiltu na spodnicy.... Spodnica powstala z "resztek" po plaszczu, ktory pojawi sie za chwile.... Spodnica wykonana jest z baaaaaardzo cieplutkiego i niebiansko miekkiego lodenu, wyprodukowanego ze 100% kaszmiru.
 ....na bocznej czesci spodnicy naaplikowalam "quiltowe" elementy, tym razem wykrojone z jedwabiu : surowki jedwabnej i z jedwabnego szantungu. Koraliki, ktore gdzieniegdzie wystepuja sa z naturalnego drewna....
Dodatki: sweterek (100% kaszmir) Ralph Lauren (kupiony na e bay´u za niewielka kwote) - troche go "otuningowalam" przy dekolcie - hafty wiec mozemy rowniez umieszczac na fatalaszkach- nie tylko na pudelkach;-))))))
pasek z lakierowanej skory, czarny: Versace
 Torba: skora nappa, Giorgio Armani
Czolenko-mokasyny (???) z zamszu : Cinti

 Ponizej rzut oka na dekolt sweterka, haftowalam moherowa welna, dodalam koraliki ze szkla (odporne na ewentualne prasowanie) oraz cekiny ( z tymi przy prasowaniu TRZEBA  uwazac, niestety)

 Inna wersja tego samego stroju z balerinkami..
Baleriny: lakierowana skora, Prada.

 I...ostatni moj "wypust" to plaszcz...dosc nietypowy w formie byc moze ale lepiej prezentuje sie na Kobiecie, niz manekinie, w tym przypadku:-)))))
Linia "boule" zabot wykonany z jedwabiu, ktory staralam sie dobrac kolorystycznie do odcienia glownej tkaniny, czyli w tym przypadku kaszmirowej welny.
 Doskonale prezentuje sie w towarzystwie kozakow z wysoka cholewka (zaslaniaja mi kolana, ktore zima bardzo daja  sie we znaki, coz....starosc nie radosc;-)) ) - przy swojej dlugosci do pol kolana. Ocieplilam go pianka (plaszcz) - mysle ze niepotrzebnie, bo i tak jest bardzo cieply, mozna pod spod wlozyc sweterek z krotkim rekawem - a jestem typem zmarzlucha;-)



 Dodatki: wysokie kozaki z czarnej skory cielecej - Boss Black
Torebka- skora jak wyzej, Les Copains

 Wersja plaszcza z grubym szalem, ktory powstal ze....sfilcowanego swetra:-))))
Surowiec: 100% kaszmir.
 Broszke wymodzilam sama
 Plisy szala to kombinacje czarnej podszewki, jedwabnej koronki oraz zakardowej, bawelnianej tasmy...


I...surowiec, z ktorego powstaly plaszcz i spodnica "resztkowa". Inspiracja dla plaszcza byl M.Valentino, szablon powstal z "burdy", nieco go zmodyfikowalam i "nagielam" do potrzeb wlasnych;-)
 Wiem Kochane, ze post dzisiejszy byc moze tematycznie odbiega od ogolnych zalozen bloga. Jednak...."Wszystko co kocham" to...poza Mezem i Synkiem, historia i architektura, muzyka i haftami, rowniez ciuchy...Moze nie same ubrania jako takie, bo czesto rozstaje sie z nimi bez zalu - ale sam proces ich tworzenia daje mi ogromna radosc...na dodatek byl to kiedys nie wyuczony wprawdzie ale....wykonywany moj ulubiony...zawod....
Mam wiec nadzieje, ze wybaczycie mi dygresyjnosc tego wpisu i o ile nie zanudzilyscie sie i nie zasnelyscie [ ;-)))) ] - nieskromnie licze, ze moze dostarczylam jakichs inspiracji Tym z Was, ktore realizuja sie na plaszczyznie ciuszkowej:-)))))
I jeszcze a propos tkanin: kocham sie w kaszmirze, jako tkaninie "zimowej" (dlatego jesli kupuje welny, w 90% sa to kaszmiry wlasnie), bo:
-nie gryza,
-sa cieplejsze niz tradycyjna welna owcza, czy nawet angora
-oddychaja, wiec nie pocimy sie w nich (ja tu mowie o prawdziwym kaszmirze...)
-sa niezwykle lekkie, nawet w przypadku welen plaszczowych
-zima nieocenione, nie musimy wkladac pod sweterek podkoszulek
- dobrze znosza pranie na mokro jednak przy uzyciu delikatnych srodkow.
To byly zalety. Teraz WADY , tak, tak kaszmir ma wady:
- uwielbiaja go mole zarloki!!!!!! Jest miekki, szlachetny, widocznie doskonale sie go "wcina" - doradzam kulki lawendowe lub z drewna cedrowego. NIE NAWIDZE NAFTALINY, prozno szukac jej u mnie w domu;-)
- druga wada to...niestety cena :-(  Ale i tak po przeliczeniu wszystkich kosztow plaszcz z kaszmiru uszyty wlasnorecznie stanowi 1/5 ceny sklepowej (Np. Porownalam gotowy plaszcz G.A w butiku i ten, ktory "splodzilam" sama. I wyszlo taniej)
   Nastepny post bedzie...o prezentach jakimi mnie obdarowaly Dobre Dusze z naszego blogowego Swiata ale nie tylko. Cicho siedzialam bo troche "dzialalam" rowniesz na szczeblu robotkowym.
 No i jeszcze jedna wiadomosc dla Tych z Was, ktore pytalyscie o moja ksiazke:

KSIAZKI NIE BEDZIE, przynajmniej na razie i przynajmniej w Polsce. Zadne Polskie Wydawnictwo nie chce sie podjac wydania ksiazki z moimi pomyslami i tymi haftami, ktore pokazywalam na blogu oraz masa innych jeszcze, ktore zamierzalam opublikowac w ksiazce. Wydawnictwa UZNALY (niektore nawet nie przejrzaly moich prac, zbyt duzy wysilek i widocznie strata czasu), ze ta tematyka "NIE SPRZEDAJE SIE". Zgadzam sie w stu procentach! Jak ma sie sprzedawac cos, czego na rynku po prostu nie ma???!!!
Gdy bylam w Polsce, pytalam w kilkunastu (!!!!) ksiegarniach o ksiazki dotyczace haftow elzbietanskich, 3D, brazylijskich, bulionowych, crewel work, stumpwork, haftow weneckich ...Ekspedientki robily coraz szersze oczy i...odpowiadaly, ze nawet o takich haftach nie slyszaly, poza tym "Wydawnictwa nie chca drukowac" - Kto mi powie, czy to przypadkiem nie jest zamkniete kolo?????????
Odpowiedzi Wydawnictw mnie nie rozczarowaly - ich "profesjonalna postawa" - TAK. Bledne kolo....Tym moze niezbyt optymistycznym akcentem konczac- zycze Wam Kochane duzo inspiracji tworczych, odrobinki odpoczynku w tym przedswiatecznym szalenstwie (prezenty mam pokupowane, ufff, przynajmniej tyle).
Zycze Wam MAGII, radosci i slonca, rowniez w Waszych sercach, ktore sa WIELKIE. Ja to juz WIEM. Po prostu......

poniedziałek, 21 listopada 2011

W pospiechu...:-((

W pospiechu piszac kolejne juz posty odnosze wrazenie wykonywanej bezczelnie fuszerki:-((( A to dlatego, ze ostatnio gdy wreszcie dopadne laptopa, chce Wam wiecej napisac niz pokazac a w efekcie koncowym wyglada to dokladnie odwrotnie !
   Nie chcialabym, zebyscie mialy wypaczony obraz szalonej, zanitkowanej Margott, co to lata od piekarnika do tamborka, w miedzyczasie wykonujac taniec apacza wokol deski do prasowania, w locie strzepujac z rak resztke przypraw, ktorymi wlasnie "dopracowala" obiad, rozpaczliwie probujac doprowadzic pokoj Ludzika do stanu...powiedzmy poprawnego i w ogole walczac z wszechogarniajacym brudem, ktorym obrasta jej dom.....
  Nie, moje Kochane, nic z tych rzeczy....  Dom jest czysty. Pranie nie zalega w koszach (no w najgorszym wypadku lezy sobie przez 2-3 dni).Znajde (przede wszystkim innym) czas na zabawe z Ludzikiem, bo zawsze tlumacze sobie, ze moj Synek tylko raz w zyciu bedzie mial  3, 4, 5 latek itd....Ja tez czasem mysle. Czasem. Przystane choc na chwile nad cudzym smutkiem, bo to tkwi we mnie i nie potrafie sie temu przeciwstawic. I nie chce. I...nie tlumacze sie w ten dosc - nieudolny byc moze sposob- z powierzchownosci moich ostatnich wpisow, typu "a ostatnio to zrobilam to a to, a jeszcze zalegalo u mnie to i owo, bla bla bla".
   Po prostu w mailach pytacie CO JA TAKIEGO ROBIE; ZE DOBA MOJA JEST DLUZSZA????? Nic nie robie, nie znam recepty na wydluzenie czasu, gdybym bowiem znala, z calym szacunkiem- moglabym juz tylko do konca zycia lezec i pachniec;-)) - Pytanie, czy wtedy nie oszalalabym?! - Prawdopodobnie tak...Ale wracajac do "mojej doby": nie jest dluzsza i nie dlatego dosc sporo rzeczy udaje mi sie zrobic, bo niby jestem" tak swietnie zorganizowana" . Moze czasem bywam zorganizowana, a czasem nie.
Wybaczcie Dziewczyny , ze tak "memlam"ale dzis to mnie dopadl listopadowy dol i pomimo, ze nawet wyjrzalo slonko, jakos mi jest....nie wiadomo jak....:-(((
  Kilka rzeczy popelnilam - dla poprawy nastroju- uszylam kilka szmatek "na grzbiet" tez z powodu powyzszego....i  jeszcze cos dla Kogos, kto dlugo czekal, i jeszcze Komus itd...
ale grudzien, a przynajmniej jego druga polowa jest tylko dla mnie i mojej Rodzinki:-) Tak sobie postanowilam....
Tymczasem...znow wracam do tematu robotek -nastepny post bedzie inny...Mam nadzieje...
Otoz...z moich quiltowych "szalenstw" pozostalo sporo szmatek (tak, wiem, quilty to na ogol szmatki ale i z tych pozostaja skrawki:-))))))) - no wiec z owych "skrawkow" postanowilam zrobic sobie " na szybko" wieniec swiateczny do powieszenia na drzwi....
Owo "na szybko" - w zalozeniu pierwotnym, u mnie oznaczalo naprawde szybko i efektownie. Nic bardziej mylnego!!!!!!!!!!! Co sie namocowalam, to moje! Klej nie trzymal, no wiec uzylam drutu do przymocowania poszczegolnych elementow ....
W koncu wymeczylam go ale efekt byl w 100% zgodny z tym, czego oczekiwalam:-)))
 Przy okazji...pokazuje gdzie mozna zamocowac zawieszki, ktore jeszcze posiadam w sprzedazy:-))))


 Z nowosci...kuchennych i nie tylko....
 ...powstalo kilka... mianowicie obrazek, wlasciwie dokonczony (zaczety na urlopie:-))),
przedstawiajacy mlynek, lyzki tarki, czyli wszystko to, co w kuchni jest niezbedne:-))))
 Obrazek haftowalam z pamieci, wzor jest wiec moja wylaczna wlasnoscia:-))
Litery ulozone w napis cuisine narysowalam olowkiem i wyhaftowalam drobniutkim krzyzykiem....

 Ponizej jedna z zawieszkowych nowosci, jeszcze nie prezentowanych - puszka z ciastkami:-=)))
 ...i kolejna, w postaci peku kluczy, moim zdaniem jest urocza...
 dolny fragment....wraz z zawieszka...tworza interesujaca calosc...

Powyzszy obrazek wykonalam zaledwie trzema roznymi warkoczami nici, ale poniewaz byly to nici z cieniowanymi niuansami, caly proces haftowania byl przyjemny, krotki i...efektowny.
A tak wyglada "zainstalowany" na okapie w kuchni:-)))
...puzdereczko na bizuterie jest......zapowiedzia zmian w sypialni....nowej tonacji kolorystycznej nietrudno sie domyslic:-)))))))
 Haft wykonalam wszystkim co mialam: alpaka, jedwabiem i wstazeczkami jedwabnymi, oczywiscie wszystkie te "surowce" sobie pomalowalam:-) Efekt w realu tym razem jest identyczny z tym, ktory prezentuja fotki, mam na mysli rowniez kolorystyke...

 Ponizsze "pudlo" (jest dosc...spore, powiedzmy) powstalo z mysla na aktualnie "robiace sie " tfforki;-) - prawdopodobnie jednak, za czas jakis i ono okaze sie za male:-(((
 Pudlo oczywiscie zamieszka w sypialni....ktora niebawem przejdzie kolejna metamorfoze;-)




 Poza tym.......pokazujecie na swoich blogach przesliczna bizuterie wlasnorecznie wykonana, co wprawia mnie w nieustanny zachwyt do tego stopnia, ze zapragnelam tez cos sobie "wydlubac".. Wprawdzie nie ma porownania z Wasza, ale jak na pierwszy raz - "ujdzie"...
 Dodatki, ozdobniki i niektore elementy pochodza z uszkodzonej bizuterii, badz takiej, ktora zakupilam, "bo lanie lezala za szklem";-((((
 ..czarna jest dodatkiem do CZEGOS, co pokaze w nastepnym poscie....


I..na koniec...nowe kolorki jedwabnych nici o ktore dopytujecie sie w mailach:
100% jedwab... i bawelniane koronki, ktore od niedawna cieniuje....

Kochane, zmykam do Ludzika, bo znow na mnie wisi i koniecznie usiluje zamknac mi laptop , dziekuje Wam za czas, ktory mi poswiecacie, za Wasze przesympatyczne komentarze (nie, nie, nie wbijaja mnie w samozachwyt ale motywatorem sa i to konkretnym:-))))))), dziekuje rowniez i za maile (tu od reki odpowiadam: nic nie wiem w sprawie ksiazki, widac nikt nie jest tym tematem zainteresowany) pelne cieplych slow...
Usciski Wam wszystkim sle przeogromne i jednoczesnie informuje, ze wszystkie przesyleczki dzis powysylalam:-)))
Zycze Wam Kochane slonca, jaknajmniej smuteczkow w tym tygodniu, samych radosnych chwil i mnostwa inspiracji:-))))))))
xoxoxo