Niecierpliwie odmierzam...czas, naturalnie do wyjazdu do Polski:))) Cieszę się przeogromnie, jedziemy tam na tydzień!!!! Poza tym jest "WAŻNY POWÓD", cudowna okazja!!! 40-lecie pożycia małżęńskiego moich Rodziców:))) Przyjedzie też siostra z mężem i z dziećmi! Ona mieszka w Holandii...Porozrzucał nas los po świecie "trochę".....Moja jedna z najlepszych przyjaciółek mieszka we...Francji....a konkretnie w Normandii...Dzwoni do mnie często i..jest mi przeogomnie głupio, że to Ona do mnie dzwoni a nie ja...:(((
Nie wynika taki stanrzeczy ze skąpstwa, broń Boże!!!!! Po prostu jak tylko mam "wolne od Ludzika" chwytam się za "zaległości" robótkowe, porządkowe i zapominam o całym świecie:(
MEA CULPA, Beaciu....mam nadzieję, że jak zwykle mi przebaczysz....
Wiecie Polska wiosną pachnie inacej niż gdzekowiek indziej i to jest Jej wyjątkowość.Tak ja wiem, każdy może tak powiedzieć o swoim Kraju i...dobrze. Mój Kraj wiosną pachnie ....życiem, empatią, pachnie słodyczą ulotną wprawdzie ale ze wszechmiar wyczuwalną i dlatego cudownie jest być w Polsce wiosną:))
Zawsze, gdy mijam Warszawę i do mojego kochanego Białegostoku zostaje circa 200km, czuję, że rośnie mi ciśnienie, serce wali jak dzwon....wjazd do miasta....jakieś hurtownie....ok, były wcześniej, Auchan... stacja CPN pamiętająca moje dzieciństwo i młodość....ehhhh, zamierzchłe czasy.....Domek Napoleona (bardziej porosły mitem niż faktem ale cudna mała perełka architektoniczna).....cudny kościół w stylu barokowym, choć zważywszy na całoształt czasu- niedawno dość.stworzony - i dzęki Bogu, że w tak cudnie pięknej "postaci" :)..Kościół przeuroczy, zawsze mi się podobał.....notuję każdą zmianę....szersze ulice, równiutkie- "unijne".... kapią łzy....widzę Kościół Św. Rocha....po prawej postawiony w 1954 roku, bodajże...pięknie oświetlony...-wjeżdżam do miasta zwykle nad ranem.....szukam miejsc...widzę...okna mojego mieszkania....ciemne....byłam tam szczęśliwa....dojeżdżam do skrzyżowania..zmienione.....poszerzone....po lewej ulubiona pasmanteria...biegałam tam dość często....raz zapomniałam porfela....dziewczyny powiedziały,żebym się nie fatygowała, przyniosę następnym razem....skręcam....był tu, na ul. Jurowieckiej fajny ryneczek, na którym można był kupić niemal wszystko: kawior po 10zł za puszkę, spirytus , wódkę, papierosy, kosmetyki i oryginalne i kiepskie podróby......pamiętam ryneczek......ale jego już nie ma....tak jak nie ma i mnie....tutaj.....Zaraz będę u mamy i taty....mijam po prawej uliczkę, na której był (może jeszcze jest???) sklep "Polski Len"....kupowałam tam płótna do haftów....
Miasto moje ukochane zadziwia mnie zawsze, gdy je ....odwiedzam...nowe galerie...sklepy.....ulice...coraz to nowsze.....miejsca, gdzie robiłam zakupy, kupowałam tkaniny, robótkowe pierdołki, Pani Sława z pasmanterii na Wyszyńskiego.....Pewien Arab ze sklepu z tkaninami,Pani Ala z Dorteksu, Ania z tegoż samego......Imiona, nazwiska, splecione razem niczym kochankowie w miłosnym uścisku.....ilekroć je wszystkie widzę....czuję radość i...smutek...odrywają się ode mnie powoli moje wspomnienia niczym strupy świeżozastygłej rany....
Później, już po powrocie oglądam wszystko, co kupiłam.....wspominam gdzie i w jakich okoliznościach...znów łzy....Mąż cierpi, ja ukrywam czerwone oczy.....On uważa,że wyrwał mnie z Polski "do połowy", bo cały mój rdzeń.....tam siedzi głęboko i nie puszcza korzeni...a ja....martwa cęściowo....jestem na obcej ziemi wśród obcych zapachów....bez wspomnień....bez moich miejsc...
Znam dość dobrze historię tego Kraju....ale...to nie mój Kraj....Ludzie tu są tacy jak wszędzie : i dobrzy i źli...Ja miałam -jak dotąd -to szczęście , że raczej trafiałam na sympatycznych:)))))
Ach...ale znów wychodzi na to, że się żalę....to nie tak..Piszę o tym, czego nie doceniałam, o czym myślałam, że jest mi DANE NA ZAWSZE STALE I NIEZMIENNIE....Nic nie jest stałe....stałość i zmienność są względne....i tu jest te paradoks....który "rozgryzam" od 39 lat......Dlatego, Te które mieszkacie w Polsce:
JESTEŚĆIE SZCZĘŚCIARY!!!!!!!!! I zazdroszczę Wam tego ale nie zawistnie:) Pozytywnie!!!
Wiem, że politycy, rząd....wszyscy Ci, którzy stoją za sterem władzy, jakkolwiek słowo "WŁADZA" jest przez nich rozumiana......to może nie jest tak do końca powód do dumy ale......tak jest - z tego co obserwuję- w całej Europie.....i na świecie. Nie jesteśmy wyjątkiem. Chociaż.....jesteśmy ....w kwestii gospodarczej! Zresztą znów muszę sprostować - nie tylko...
Innym krajom potrzeba było wielu lat, pokoleń i ich spuścizn, by osiągnęły taki poziom, jaki Polska w ciągu KILKUNASTU LAT!!!!!!!!! JESTEŚMY społęczeństwem wyjątkowym tak uważam!!!!!!!! I z tego jestem najbardziej dumna. I wszędzie - dokąkolwiek nie pojadę - mówię głośno i wyraźnie : JESTEM POLKĄ . JESTEM Z POLSKI, tej Polski, która jako pierwsza powiedziała komunie i niewoli radzieckiej STOP! Jeszcze chyba nie ocieram się o fanatyzm...? -Boję się fanatyzmu - fanatyków w jakiejkolwie postaci...
Oj i politycznie wyszło - a nie miało być!
Ale jadę. Jadę do Polski:!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
........................................................................................
Jakiś czas temu wymodziłam taki płaszczyk...jeszcze w nim polatam....nie jest może tym z najnowszych szlifów ale nie miałam weny na nowy...na wiosnę 2010:))

Poza tym...moja fascynacja patchworkiem trwa...popełniłam kilka dość..spooorych podstawek, bo mój Ludzik- czyli Ludzik i Ludź- czyli Mąż lubią "pozostaić menu" na serwecie, hi hi:)))
Popełniłam też małe, torebkowe "etui" na igiełki, szpilki..
A tu powstanie wierzch do pudełka na robótki:))
Jeden jest już gotowy..
a tu pudło z przydasiowymi tkaninami...czekają na swoją realizację ( Boże, gdzie mój czas??! )-rozwiódł się ze mną:(((( !!!!
Elementy..torby (może na zakupy?)...i te czekają..
Chciałabym Was wszystkie uściskać wiosennie:)))
Życzę wyjątkowego wekendu, Kochane moje!!!
P.S. u mnie też słonko..ale...
Margot Kochana ja w sprawie pobytu w kraju... Padliśmy wszyscy na katar i anginę wystarczyło 2 dni pobytu a w Oslo nawet nie kichnełam.
OdpowiedzUsuńTak więc tęsknię ale jak pomyślę o chorobach to mi sie nie chce wracać:(
Co do prac to nawet nie wiem co chwalic wszystko takie CUDNE:):):)
Hello Margott,
OdpowiedzUsuńI envy you for this wonderful sewing - you are an artist of the fabrics and yarns - just wonderful -
have a nice weekend - Ruth
Rozumiem Twój ból i tęsknotę. Dlatego nie wyjechałam z Polski ....Bo za bardzo jestem TU wrosnięta. Mam dwie siostry ,ale daleko jedna ,starsza Mieszka w Kalifornii , młodsza w Dortmundzie . Często rozmawiamy przez Skypa. Obie bardzo tęsknią...Cieszę się ze istnieje Skyp...bo możemy się prawie co dzień widziec i słyszec .Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńMargot faktycznie Białystok to piękne miasto i zmienia się bardzo szybko,jeżdżę tam w odwiedziny .
OdpowiedzUsuńPłaszczyk jak marzenie ,piękny.
Hafciki i patchworki cudne , jeżeli pozwolisz to zgapię etui na igły, bo moje igły nie maja swojego miejsca
Jak pięlnie opisałas swoje tęsknoty!
OdpowiedzUsuńA płaszczyk piękny! Jak i wszystko co tworzysz!
Pozdrawiam
Patriotyzm pełną parą :-) W Białymstoku nie byłam ale po opisie chętnie bym się tam wybrała..Płaszczyk wspaniały! A hafty - jak zawsze powalają na kolana. Chylę czoła! Uściski i miłego pobytu w rodzinnych stronach!
OdpowiedzUsuńJa nieprzerwalnie podziwiam hafty ! Za cierpliwość i determinację, aby dobrnąć do końca. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńPiękny płaszczyk .
OdpowiedzUsuńPodziwiam Cie,cieżko mieszkać tam a sercem byc tu.
Ale najwazniejsze , ze jestes z mężem i synkiem.
Buziaki
Witam.Podziwiam Twój blog od niedawna i wykonujesz wspaniałości!!! Mieszkałam w Niemczech 5 lat i 2 lata temu powiedziałam DOŚĆ!!! Czułam to samo !!! Przy każdej wizycie płakałam i głupio to pisać, ale samo powietrze było lepsze w Polsce!!! Strach przed powrotem wielki,ale radość ogromna że znów będę chodzić tymi ulicami i odwiedzać te same miejsca!!! Jakoś się udało i jestem szczęśliwa!!! Podziwiam wszystkich ,którzy umieją się za klimatyzować! Takim jak my pozostaje tęsknota!!! Życzę wytrwałości i więcej pomysłów!!! Pozdrawiam Agata!!!
OdpowiedzUsuńMnie strasznie spodobał sie haft maszyny w obu wydaniach,poprostu zachwyciłam sie nimi strasznie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Ooo to widzę, że Ty też z podlasia tak jak ja :)
OdpowiedzUsuńA ja studiowałam w Białymstoku i bardzo mile wspominam to miasto :) A mieszkałam niedaleko Jurowieckiej, ten ryneczek to było miejsce tętniące życiem całodobowo :)
Śliczny płaszczyk, jak wszystko zresztą :)
Pozdrawiam ciepło i wiosennie :)
... ja też z Podlasia, jeno tego bliżej centrum. Rodzonam w Węgrowie koło Sokołowa Podlaskiego...
OdpowiedzUsuńI rodzina mego małżonka też Podlasie i to dokładnie Białystok...
Piękne tęskne wpisanie... ja wprawdzie nie mieszkam zagranicą... a jednak jakby zagranicą...
Moi rodzice za chlebem na Wrocław ruszyli, jak miałm parę lat... i to nie jest moje miejsce właściwie... jak przyjeżdzam w moje strony, choć chata dziadkowa ledwie pionu się trzyma, to tam dopiero oddychm pełną piersią.
Śpię tam po 3 godziny i wstaję wypoczęta, a tu w tym dołku "malarycznym" to i pół doby spania... mało mi:(
Ech, zazdroszczę Ci tego wyjazdu w nasze - jeśli mogę się tak wyrazić - strony.
Prace Twoje natomiast jak zwykle przecudnościowe:)
Pozdrówki - Edyta
Pięknie piszesz o Polsce, wiem że jesteś wspaniałą osobą. Pozdrawiam cieplutko i ściskam.:)
OdpowiedzUsuń