Dziękuję prześlicznie za wszystkie miłe "ślady" w postaci komentarzy, jakie po sobie pozostawiacie:) Sprawiają mi ogromną radość, są namacalnym dowodem, że jednak to co tu piszę i pokazuję może okazać się Komuś potrzebne...inspirujące..Raz jeszcze Wszystkim WAM KOCHANE DZIĘKUJĘ !!!
Kilka dni mnie tu nie było...miałąm co robić- wierzcie mi;) Pomiędzy praniem, sprzątaniem, gotowaniem, zmianą pieluszek,,pomiędzy całą tą "prozą codzienności", którą Każda z nas "przerabia" - udało mi się... względnie naprawić to, co uprzednio "skopałam", czyli nieszczęsną ścianę, zatem będzie to już ostatni post (a włąściwie jego część ) na ten z lekka "wytarty" temat..- chyba że...wypiję znów choćby lampkę czerwonego wina a wtedy...ok. STOP!!! Zdjęcia, które zamieszczam pokazują poszczególne etapy prac nad ścianą,niestety są ohydne i nie oddają rzeczywistego efektu, który uznałam za zadowalający..najpierw "rózycki" zamazałam, później szpachlowałam gips...ręką (gołą), przetarłam...malowałam..kilkoma odcieniami wanilii, 3 odcieniami beżu, 4 brązu..trochę bieli i kremu...następnie reliefy...reliefy zagruntować..pomalować, lakierować (matowo!!), zatrzeć postarzyć...OSZALEĆ ! - oj...wymskęło mi się ;-))
A teraz "poduszkowe desery"...jedne stare inne nowsze. Nie ukrywam: mam słabość do poduszek...mam kilkanaście wyszytych - czekają na uszycie :)
Powyższą poduszkę wyszyłam na kremowym wełnianym flauszu, na którym wcześniej naszyłąm koronkę a następnie "poleciał" haft tzw."bulionówka" :) ten sam rodzaj haftu "zaflancowałam" na zawieszce :
I małe pudełeczko po czekoladkach zaadoptowane na pudełko..na biżuterię na przykład..długo się nim nie nacieszę już...zostanie wysłane do innego domku:))
Jakiś czas temu obiecałam jeszcze pokazać "kapturki" na imbryki :) PAradoks polega na tym, że...u mnie jest ich niewiele - za to u mamy i moich znajomych...powiedzmy: s p o r o!
Pozostałe przedstawiłam w poprzednich postach..
Rzecz kolejna to pudełeczko po biżuterii - nie wyrzucajcie ich!!! WIem, że wszystkie jesteście kreatywne i potraficie je "oswoić" - chociażby oklejając jakimś interesującym skrawkiem tkaniny.. Ja moje wyszyłam haftem brazylijskim (nie wiem, dlaczego tak się nazywa ? w oryginale : "brasilian embroidery") dość pastelowym, by nie napisać : monochromatycznym..dolną cześć okleiłam zwykłą aksamitką w kilka rzędów - poszłąm na tzw. "łatwiznę"..efekt w miarę przyzwoity wyszedł, no i nie oklejałam wnętrza - nie musiałam. Fabryka zrobiła to za mnie;-) :
Malutkie (ok.5cm) woreczki wyszyłam chyba 7 lat temu...trzymam w nich suszoną lawendę- to moi "strażnicy" ubrań. Dyżury pełnią w szafach;-)
Ten "woreczek"...kryje w sobie polakierowaną puszkę po kukurydzy (śmieciara ze mnie - wiem!), dlatego nie przewraca się no i "trzyma formę" :)
Brateczki...żeby przegonić zimę ;-))
O, te pudełka przeżyły trzy przeprowadzki;-) Mają bodajże z osiem lat...
No i psychozy ciąg dalszy...wyszywałam ją...podczas letniej sesji egzaminacyjnej ..haft na kolanach - książki i notatki na stoliku, obok wzoru haftu i muliny...chore, wiem. Ale właśnie dlatego o tak wielu sytuacjach - obrazach z przeszłości pamiętam...dzięki tym rzeczom...

Tę z kolei wyszyłam jeszcze wcześniej...zaczynałam dopiero przygodę z haftem krzyżykowym..MAm do niej wielki sentment z wielu innych względów ale jest to odrębny temat może na któegoś z przyszłych postów...
Poniższa poduszeczka jest niestara nienowa...kojarzy mi się z okresem powstawania z ruiny emocjonao-uczuciowej do przysłowiowego pionu (myślę, że każdy przez takie "doliny" życia przechodzi) :
To jest część moich "pamiętników" nie-piórem pisanych...niewiele tu literek ale (podobnie jak w Tarocie-mojej pasji) mnóstwo obrazów przypominających przeszłość i leciutką, prawie niedostrzegalnym muśnięciem...kreślących przyszłość...
Pozdrawiam Was Wszystkie, Przemiłe Osóbki , życząc cudownego tygodnia:))))
Śliczne to wszytsko bardzo u Ciebie. Poduchy powalają na kolana jak i reszta bibelotów.
OdpowiedzUsuńVerdaderamente tus trabajos son maravillosos, increible creatividad.
OdpowiedzUsuńSaludos
Z każdym nowym postem zadziwiasz mnie jeszcze bardziej. W życiu nie uwierzyłabym, że takie cudne rzeczy są możliwe do wykonania..Szacunek ode mnie dla Ciebie:-)
OdpowiedzUsuńDroga Margott, swoimi haftami rozkładasz mnie na łopatki. Leżę i kwiczę z zachwytu i ciekawości... na własne oczy je zobaczyć! Gdzie się tych wszystkich technik nauczyłaś? Haft krzyżykowy to pryszcz, wiem o tym bo przez ostatnie 8 lat trochę nawyszywałam mniejszych i większych prac... ale ten "bulionowy", brazylijski i przestrzenny po prostu mnie zapowietrzają. Kobieto cuda tworzysz! Normalnie zazdrość mnie zeżre ;)
OdpowiedzUsuńKłaniam się nisko przed Mistrzynią hafu.
Pozdrowionka.
No kochana! Super z tą ściną! Tylko jeszcze parę fotek wklej koniecznie.
OdpowiedzUsuńHaftów nie komentuję bo mi mowę odjęło...
Wiem, że namęczyłaś się z tą ścianą, ale było warto - wyszła extra, oryginalnie, chyba nikt na świecie nie ma takiej ściany:)
OdpowiedzUsuńHaftowane cuda - bajeczne, ciągle nie mogę się napatrzeć na nie
Jestem pod wielkim wrażeniem haftów ! Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńjestem poważnie zszokowana... ilością i jakością!!! stać mnie jeszcze tylko na pozdrowienia :) wracam podziwiać
OdpowiedzUsuńjak ja kocham takie cuda. pozazdrościć talentu. wszystko piękne.
OdpowiedzUsuńDesery CUDOWNE(ach jak chciałabym nauczyć się tak haftować).Reliefy na ścianie Fajne:)Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńNo i ściana wyszła rewelacyjnie!!!! A Twoje hafty..... przecudowne, śliczne, efektowne.... i mogłabym jeszcze tak wymieniac, jest co podziwiac. Zazdroszczę Ci Twoich megaumiejętności haftowania i dlatego zapraszam do mnie (www.lesnyzakatek.blogspot.com) po wyróżnienia:)))
OdpowiedzUsuńOlá Margott,
OdpowiedzUsuńSimplesmente DIVINAIS!!!
Um abraço para si,
Maria Lemos
Kobieto,Ty to masz talent,dosłownie "czarujesz igłą".pozdrawiam
OdpowiedzUsuńWitam !!
OdpowiedzUsuńMuszę to w końcu napisać:
DZIĘKI WASZYM KOMENTARZOM, KTÓRE NIEZBICIE DOWODZĄ WASZĄ OBECNOŚĆ - NAPRAWDĘ NIE CZUJĘ SIĘ TU,GDZIE JESTEM- S A M A...DZIĘKUJĘ
Que maravilla,tienes manos de ángel,no me canso de mirar.un saludo:::::
OdpowiedzUsuń